Czy Kwaśniewski wie lepiej?
Niegodne prezydenta Rzeczpospolitej wystąpienie A. Kwaśniewskiego w Jedwabnem kolejny raz potwierdziło, jak słuszne było wystąpienie przeciw niemu na drogę pozwu sądowego przez posła Antoniego Macierewicza. Przypomnijmy tu, że wcześniej, 2 marca 2001 roku, Kwaśniewski w wywiadzie dla izraelskiej gazety "Jedijot Achronot" mówił: "To było ludobójstwo dokonane przez Polaków z Jedwabnego na ich żydowskich sąsiadach". Znamienny jest fakt, że Kwaśniewski jest zawsze skory do bicia się gromko w piersi za rzekome polskie zbrodnie, byle odwrócić uwagę od prawdziwych zbrodni dokonanych przez komunistyczną formację z której sam się wywodzi. Warto jednak zapytać: dlaczego ten sam prezydent nigdy nie zdobył się na konkretne napiętnowanie tak licznych dziś w świecie przejawów oszczerczego antypolonizmu, tak niebezpiecznych dla Polski? Dlaczego w przemówieniu w Jedwabnem nie zdobył się na przypomnienie rozmiarów zbrodni popełnionych w czasie wojny na Polakach przez okupantów niemieckich, żołdaków sowieckich i NKWD-ystów rosyjskiego i żydowskiego pochodzenia, ludobójców ukraińskich (szerzej opiszę te sprawy w następnym numerze "Głosu"). Tu przypomnę tylko, że Kwaśniewski przypisując Polakom odpowiedzialność za mord 150-250 Żydów w Jedwabnem równocześnie zapomniał o braku żydowskich przeprosin za mord 300 Polaków w Koniuchach, stukilkudziesięciu Polaków w Nalibokach, wymordowanie 1.500 zniemczonych Ślązaków i Polaków w Świętochłowicach pod nadzorem Salomona Morela, wymordowanie tysięcy najlepszych polskich patriotów przez żydowskich katów spod znaku Bermana, Fejgina, Różańskiego, Romkowskiego, Światły, Wolińskiej i Stefana Michnika. Kwaśniewski zapomniał, że właśnie na czas od 10 do 20 lipca przypada kolejna ponura rocznica wymordowania dziesiątków tysięcy Polaków przez zbrodniczych ludobójców ukraińskich w lipcu 1943 roku. Przypomnę choćby, za źródłową książką E. i W. Siemaszków, o wymordowaniu 12 lipca 1943 roku 260 Polaków we wsi Zagaje, czy wymordowanie około 500 Polaków we wsiach Kołodno Lisowszczyzna i Kołodno Siedlisko 14 lipca 1943 roku. I tych i innych rzeziach prezydent RP Kwaśniewski jakoś nie chce pamiętać, ani nie chce wyrazić publicznie życzenia ukarania ich morderców.
Kwaśniewski wystąpił z publicznymi przeprosinami w Jedwabnem, mimo mnożących się dowodów kłamstw Grossa i przytłaczających dowodów niemieckiej roli w mordzie jedwabneńskim. Wystąpił z publicznymi przeprosinami pomimo faktu, że przeważająca część uczestników sondaży przeciwstawiała się takim przeprosinom jako nie mającym żadnego uzasadnienia. Przypomnijmy tu, że nawet Maciej Łukasiewicz, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", a więc dziennika, który początkowo poparł w całej rozciągłości antypolskie oszczerstwa Grossa, stwierdził na łamach swojej gazety (wydanie z 10 lipca 2001), iż "III Rzeczypospolita nie ponosi odpowiedzialności za to, co się działo na terenach okupowanych przez III Rzeszę (...)". Przypomnijmy, że dzień wcześniej - 9 lipca na łamach tejże samej "Rzeczpospolitej" ukazał się obszerny artykuł profesora Michała Wojciechowskiego "Żal bez winy", jednoznacznie dowodzący, że: "(...) nie ma żadnej racji, by oficjalny przedstawiciel państwa polskiego przepraszał za Jedwabne, gdyż w ten sposób sprawia wrażenie, że Polska jest współwinna (mógłby to ewentualnie uczynić przedstawiciel Niemiec, faktycznej władzy!). Co więcej, sprawa moralnej odpowiedzialności zupełnie nie leży w kompetencji władz państwowych, choć tak się im wydaje. Prezydent został wybrany na głowę państwa i także przez przeciwników politycznych powinien być w tej funkcji respektowany. Natomiast nie został wybrany na moralnego mentora obywateli i próba dyktowania odczuć moralnych, przeprosin itp. z jego strony byłaby bezzasadnym roszczeniem. Próba objęcia takiej roli bierze się zapewne stąd, że dzisiejsze państwo w ogóle ma zapędy etatystyczne, a nawet totalitarne, to znaczy chce objąć całość życia". Godny uwagi w tym kontekście jest fakt, że od idei przeprosin wyraźnie odciął się między innymi jeden z najgłośniejszych naukowców bliskich SLD - profesor Bronisław Łagowski, pisząc w lewicowym "Przeglądzie" z 2 lipca 2001 pt.: "O winie narodowej", iż: "Chciałbym uzyskać wyjaśnienia, na jakiej podstawie opiera się obwinianie całego narodu za zbrodnie popełnione przez dających się zidentyfikować osobników, przez ten naród nie szanowanych, lub przez organizacje, które narodu nie reprezentowały? Czesław Miłosz pisał w "Rodzinnej Europie": "Odpowiedzialność zbiorowa to zbrodnia". W tych słowach autor zawarł istotę mądrości, jaką Europejczycy zdobyli olbrzymim kosztem rewolucji klasowej i wojen między narodami. Ocenił XX-wieczne ideologie (nacjonalizm, rasizm, komunizm) usiłujące scalić jednostki w kolektywną jaźń".
Przypomnijmy tu, że przeważająca część historyków zabierająca głos w debacie wokół książki Grossa jednoznacznie polemizowała z jego kłamstwami, polegającymi na przypisywaniu zbrodni w Jedwabnem Polakom, przy równoczesnym zacieraniu roli Niemców. Kwaśniewski postępuje dokładnie odwrotnie w tej sprawie. Już w początkowym okresie śledztwa publicznie oskarżał Polaków o "ludobójstwo" w Jedwabnem, a i teraz w przemówieniu z 10 lipca faktycznie zacierał zbrodniczą rolę Niemców w Jedwabnem. Czy ten niedokształcony, o mało co magister, uważa się rzeczywiście za mądrzejszego, bardziej kompetentnego od profesorów - przy ustalaniu przebiegu zbrodni sprzed 60 laty?
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment