Saturday, November 3, 2007
Saturday, October 27, 2007
Ciemne gry Kwaśniewskiego
Ciemne gry Kwaśniewskiego "Dziennik" z 24 września przynosi prawdziwie szokujące informacje Artura Ciechanowicza i Zbigniewa Parafianowicza w tekście "Były prezydent wspierał ludzi Janukowycza". Autorzy artykułu piszą: "Na Ukrainie wystąpienie Aleksandra Kwaśniewskiego na Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki wywołało oburzenie, ale nie dlatego, że polski prezydent wydawał się nietrzeźwy. Dla Ukraińców ważniejsze jest co, a nie jak mówił gość z Polski. - Szok! Tylko tak to można nazwać - mówi "Dziennikowi" Wołodymyr Połohało, politolog z Ukraińskiej Akademii Nauk i poseł Bloku Julii Tymoszenko. - Dzwonili do mnie ludzie, którzy to widzieli i byli oburzeni. To była bezczelna agitacja na rzecz premiera Wiktora Janukowycza i jego Partii Regionów - dodaje. Dla Ukraińców, którzy pamiętają Kwaśniewskiego jako jednego ze współtwórców sukcesu pomarańczowej rewolucji, to olbrzymie zaskoczenie. - A dziwne zachowanie prezydenta? - pytamy. - Nie ma dla nas znaczenia - odpowiada Połohało. Bo politycy dzisiejszej prozachodniej opozycji na Ukrainie nie mają Kwaśniewskiemu za złe, że być może przesadził z alkoholem, ale to, że pojechał do Kijowa na zaproszenie ludzi o wątpliwej reputacji, takich jak Ołeksandr Zadorożny czy jego bliski znajomy Ołeksandr Wołkow. Obaj panowie byli zausznikami skompromitowanego eksprezydenta Leonida Kuczmy".
Saturday, October 13, 2007
KWASNIEWSKIEGO z przeszkolenia w Moskiewskim Instytucie Spraw Miedzynarodowych - MGiMO

Uprzejmie prosze o zobaczenie prawdziwych fotokopi oryginalow legitymacji i cenzurki Aleksandra KWASNIEWSKIEGO z przeszkolenia w Moskiewskim Instytucie Spraw Miedzynarodowych - MGiMO w latach 1979 - 1980। Jego ojciec Zdzislaw SOLZMAN - SOLTZMAN byl agentem NKWD - GRU, ktory mordowal i przesladowal Polakow w okresie stalinowskim. Po jego zakonczeniu musial on wyemigrowac do Izraela, aby uniknac odpowiedzialnosci za jego zbrodnie na Polakach.
Teczka Kwasniewskiego w PRL-owskich sluzbach specjanych zniknela. Zostala ona wywieziona do Moskwy. Zostaly sfabrykowane mikrofilmy jej zawartosci. Nie zawieraja one tej legitymacji i cenzurki. Kwasniewski nigdy nie podal i nie podaje w swoim zyciorysie, ze byl na przeszkoleniu KGB-GRU w Moskwie. Prawdziwi Polacy w sluzbach specjalnych puscili w obieg ta legitymacje i cenzurke. Wykonuje on wiec ich standardowe polecenie GRU, aby nie ujawniac powiazan. Robi on to samo z przegrupowaniem na Lewicy i tworzeniem LiD, aby na dziesiciolecia zapewnic dalsze moskiewskie wplywy w Polsce. Na czele LiD sa ci, ktorzy od dawna wspolpracowali z lub ostatnio zostali zrekrutowani do GRU. Przewodniczym SdPL jest Marek BOROWSKI z rodzinnymi powiazaniami z czasow stalinowskiego Kominternu. Dopiero po zwerbowaniu Wojciecha OLEJNICZAKA i Grzegorza NAPIERALSKIEGO do GRU, Kwasniewski mogl zrobic ich odpowiednio przewodniczacym i wiceprzewodniczacym SLD. Dotyczy to rowniez kandydatow partii LiD na pierwszych 2-3 miejscach na ich listach w przyspieszonych wyborach do Sejmu i Senatu. Legitymacja i cenzurka Kwasniewskiego z MGiMO zostaly umieszczone na stronach internetowych miedzy innymi pod adresemi: http://www.polonica.net/kwasniewski_stoltzman.htm i http://www.aferyprawa.com/kwasniewski-stolzman.html.
Zgodnie z informacjami Wikipedia, MGiMO bylo i jest kuznia kadr dla KGB/FSB i GRU. Powszechnie wiadome jest rowniez, ze ukonczenie MGiMO z dobrymi wynikami jak Kwasniewski oznaczalo zrekrutowanie do radzieckich slub specjalnych. Po tym, on nie moze wycofac sie z takiego zobowiazania poniewaz zna ich tajemnice operacyjne. Jego kariera w Polsce zaczela sie po zrekrutowaniu do GRU i jest znana. Kwasniewski jest wiec nadal agentem GRU. Potwierdza on to swoimi dzialalaniami. Zaslania sie, ze jest za Polska w NATO i UE, ale poczatkowo byl przeciwko i zmienil zdanie po tym jak Rosja przyjela strategie i taktyke wplywania na te zachodnie organizacje od wewnatrz i przez swoich agentow jak Kwasniewski. Gra ta zostala szybko rozszyfrowana, ale jest nadal prowadzone. On bierze w niej udzial dla Moskwy, ale nie dostal zadnego miedzynarodowego stanowiska.
Konflikt interesow w dzialalności Kwasniewskiego i jego LiD jest oczywisty. On bierze pieniadze od ukrainskiego biznesmana Wiktora PINCZUKA powiazanego z Gazpromem pod kontrola rosyjskiego Prezydenta Wladimira PUTINA. Uzywajac takie srodki finansowe, Kwasniewski prowadzi fundacje Amicus Europae, ktora w rzeczywistości robi to, co Putin i Pinczuk chca. Inaczej, Kwasniewski nie dostanie ich kasy na następny rok. Za ich forse, on działa politycznie w Polsce i rozwija LiD. To samo dotyczy jego czlonkostwa w radzie doradczej firmy lobbingowej APCO Worldwide. On klamie w swoim oświadczeniu na stronach internetowych jego biura, ze jego wspolpraca z APCO moglaby byc nawiazana wczesniej i przed ogloszeniem terminu przyspieszonych wyborow. Nie potwierdzaja tego strony internetowe APCO, ktore dziala rowniez w Niemczech. Kwasniewski nawoluje, aby „Niemcy postepowaly ostrzej z Polska.” Niemcy moga to zrobic, dzialajac przez ich korporacje, ktore w ramach APCO Kwasniewski reprezentuje w Polsce.
Prywatny interes Kwasniewskiego w dobrych wynikach LiD podkresla rowniez fakt, ze jego zona Jonata i nawet moze corka Aleksandra maja wystepowac w spotach reklamowych partii LiD, maja brac udzial w ich spotkaniach przedwyborczych oraz zachecac do glosowania na LiD. To ma byc Jola i Ola przedstawienie dla Ola oraz ich wspolnego dalszego dobrobytu. Czegos takiego nie bylo jeszcze w zadnej kampanii wyborczej. Politycznym cyrkiem Kwasniewskich sa Jola bezowa, Ola roztanczona, Olek na bani, a to jest caly LiD.
Bezczelnosc polityczna Kwasniewskiego i LiD polega na tym, ze on nie kandyduje do Sejmu i Senatu, ale on reprezentuje program partii LiD bez mozliwosci rozliczenia go. On obiecuje gruszki na wierzbie w imieniu ich kandydatow, ktorzy nie zobowiazuja sie do realizacji niczego. Polacy maja prawo wiedziec, ze Kwasniewski wypowiada sie jako agent GRU i lobbysta APCO Worldwide, ktory jest chory na „wirusowa chorobe tropikalna” - filipnke czyli jego alkoholizm. On sam udowodnia, ze klamie na kazdym kroku.
Na uroczystosciach upamietniajacych zamordowanie polskich oficerow przez NKWD-GRU w Katyniu, Kwasniewski jak GRU p-rezydent w Polsce byl pijany. To samo bylo podczas jego wykladu na uniwersytecie w Kijowie oraz jego wystapienia na konwencji LiD w Szczecinie. Jednakze, Kwasniewski byl trzezwy wtedy, kiedy w imieniu Narodu Polskiego przepraszal i prosil Zydów o przebaczenie, ze podczas Drugiej Wojny Swiatowej Polacy mogliby spalic 1600 Zydow w stodole w Jedwabnym, ktora nie mogła pomiescic tyle osob. Zrobil on to bez zadnych wiarygodnych dowodow, bez procesu sadowego i bez udowodnienia Polakom winy za taka zbrodnie, ktora Niemcy popelnili, jak wynika z publicznie dostepnych dokumentow nawet w Internecie. On szydzi z Polakow. On przynosi Polsce wstyd.
Tuesday, October 9, 2007
Kwasniewski z LID dzisiaj w Szczecinie traci energie



Sluchajac ze Stanow Zjednoczonych USA - Washington DC
nie slyszalem rzadnego mocnego orgumentu ale chaotyczna obrone i pezpodstawne ataki na Ministra Ziobro i braci Kaczynskich.
Tak robi tylko czlowiek ktory ma cos na sumieniu.
Kwasniewski przemawia ale czuje ze nie wiezy w to co muwi. Oklaski sa od lidzi LIDU i Platformy ale nie spontaniczne ale sztuczne jakby byly wymuszone.
Nie wspomina juz historii SLD i przemian spolecznych ale atakuje bez podania rzadnych postaw.
Mowie "Lewica i Democraci nie damy sie wypchnoc z Polski" tak jakby im tak zalezalo to Polsce a nie na wlasnych stolkach jeszcze z lat komuny w Polace.
Ryszard Bugaj w TVN 24 powiedzial ze byli Presidenci powinni jednak odesc na emeryture.
Co bylo zeby sympatyzowac z tym przemowieniem nic. Tak nic.
Jedyna mysl przewodnia co ja zrozumialem to technika zasrtraszania Polakow.
Jako metoda stalinowskich socjotechniki.
Analitycy podaja ze Kwasniewski bym kolejny raz nie dysponowany, Jak bylo na Ukrainie.
Pan Kalish mowie o totalitaryzmie w Polsce, co nie jest prawda. Ta sama proba zastraszania Polakow jak Kwasniewski.
Moja ocena jest ze PIS ma wizje Polski wolnorynkowej ale nie z korumpowanej nie oligarchicznej jak w Rosji czy Ukrainie budujac mocne fundamenty dla Polskiego Panstwa i wszystkich Polakow.
Nawet pytania byly zadane czy Kwasniewski i Tusk nie sa balastem dla swoich partii?
Ale ogladalem tu z USA Washington DC przemowienie premiera Kaczynskiego blisko mojego miasta rodzinnego w Janowie Lubeskim.
Tam byla ta energia i poczucie polskosci nawet ze jestem w USA 20 lat od 1987 roku jestem dumny z naszego kraju.
Widzialem lzy w oczach mlodych dziewczat regionu Janowa Lubelskiego prawdopodomnie potomczyn Polakow z Armii AK walczacych tam na lubelszczyznie z UPA i Sowieckim NKWD
tak jak moj wujek Kazimierz Kowal ze wsi Polichna w lubelskim syn Antoniny i Francziszka Kowal.
Jak wszyscy wiemy i pamiętamy, w 1939 roku rozpoczęła się II Wojna Światowa.
Na ziemiach polskich toczyły się walki, nie będę szczegółowo opisywał tego, jak bardzo były one krwawe. Pod koniec Września '39 roku na ziemiach polskich zostało zaledwie kilka walczących oddziałów. Jednym z nich była grupa płk. Tadeusza Zieleniewskiego.
Grupa Zieleniewskiego prowadziła swoje działania głównie na terenie Janowa Lubelskiego. W związku z tym, że okupant mścił się na ludności Janowa Lubelskiego oraz wobec tego, że ta grupa była jedną z nielicznych walczących - pułkownik podjął decyzję o kapitulacji - miał jednak wybrać w czyje ręce chce się oddać - wybrał sowietów, którzy zaoferowali łagodniejsze warunki - jednak nie pomyślał o tym, że mogą oni kłamać.
W wyniku błędnej decyzji śmierć poniosło około 10 000 osób - rozstrzelanych lub zesłanych na łagry, z których tylko nieliczni zdołali przeżyć.
Akt kapitulacji dokonał się po Mszy św. przy kaplicy w Momotach Górnych 1 października 1939 r. Towarzyszył mu gorzki żal, rozpacz, łzy.
Na podstawie tekstu Józefa Łukasiewicza, janowlubelski.pl
Apel Lecha Bajana CEO RAQport.com z USA na glosowanie na PIS i poslow PIS. Nie koniecznie z pierwszego miejsca ale na dobrych Polakow - jedyna pozliwosz naprawy Polski.Koniecznym warunkiem zmian w Polsce jest masowy udział w wyborach. Po prostu, trzeba pójść do urn wyborczych i zrobić polityczna robotę, której nikt inny nie wykona za Polaków. Trzeba korzystać z uprawnień politycznych. Nieobecni nie maja racji również w polityce.
Lech Alex Bajan
CEO
RAQport.com
Washington DC
Saturday, September 8, 2007
Kwasniewski skonczony politycznie w Polsce

To działania przeciwko Polsce Kwasniewski skonczony politycznie w Polsce
Nasz Dziennik, 2007-09-08
Skandaliczna i niedopuszczalna - tak liderzy zarówno PiS, jak i opozycji komentują wypowiedź Aleksandra Kwaśniewskiego, który na łamach niemieckiej prasy zachęcał Berlin do agresywnej polityki wobec Polski. Politycy zauważają, że były prezydent wpisał się w nurt doradzania sąsiadom działań przeciwko własnemu krajowi.
"Jest rzeczą niedopuszczalną, by jakikolwiek polski obywatel, a tym bardziej były prezydent, zachęcał obce państwo do agresywnej polityki przeciwko własnemu krajowi" - czytamy w oświadczeniu Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
- Pan Kwaśniewski wyszedł z roli byłego prezydenta Polski, z roli lidera partii opozycyjnej i wszedł w rolę doradcy rządu niemieckiego. Nie jestem jednak pewien, czy rząd niemiecki sobie tego życzy - ocenił wypowiedź byłego prezydenta przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Paweł Zalewski (PiS).
Swoje oburzenie wyrazili także inni politycy. Lider LPR Roman Giertych stwierdził wręcz, że słowa te świadczą o tym, iż "jest on zdrajcą", a cały wywiad jest skandaliczny i przypomina listy volksdeutschów. Także Jan Rokita (PO) stwierdził, że były prezydent wpisał się w dziedzictwo doradzania sąsiadom działań przeciwko własnemu krajowi, a każdy, kto uczy się historii, zna określenie takich zachowań. Wicepremier Przemysław Gosiewski (PiS) zaliczył Kwaśniewskiego do obozu reprezentującego ustępliwą politykę wobec Niemiec, który nie zabiega o polskie interesy narodowe.
Na łamach niemieckiego czasopisma "Vanity Fair" były prezydent skrytykował politykę Lecha i Jarosława Kaczyńskich wobec Niemiec, nazywając ją "kursem prowokacji", co jest "diabelnie złym pomysłem". W wywiadzie zawarł ponadto sugestię, że w przypadku wygrania przez PiS najbliższych wyborów i kontynuowania dotychczasowej polityki władze niemieckie powinny zmienić swoje stanowisko. "Jeżeli jednak Kaczyńscy wygrają następne wybory i będą kontynuowali dotychczasową politykę, to Berlin powinien przemyśleć swoją powściągliwość. Wtedy należy na te ataki zareagować inaczej" - powiedział Kwaśniewski.
W swoim wczorajszym oświadczeniu były prezydent odpiera zarzuty, stwierdzając, że jego sugestie co do jego propozycji dla kanclerz Niemiec prowadzenia "ostrej" polityki wobec Polski są "niesłuszne i nieprawdziwe". "Nigdzie takich słów nie używam. Sens całej wypowiedzi jest odmienny, cytowane zdania są wyrwane z kontekstu, przytaczane jedynie w części, nie całości" - przekonuje Kwaśniewski.
Zenon Baranowski
Politycy zaszokowani wywiadem Kwaśniewskiego
Wypowiedź Aleksandra Kwaśniewskiego dla magazynu "Vanity Fair" jest wysoce niestosowna i nie licuje z godnością urzędu prezydenta RP, który Kwaśniewski sprawował przez dziesięć lat - napisał sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Michał Kamiński.
"Uważamy, że w zaistniałej sytuacji polska opinia publiczna ma prawo domagać się od Aleksandra Kwaśniewskiego wyjaśnień i przeprosin" - czytamy w oświadczeniu Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
W oświadczeniu podkreślono, że Kancelaria Prezydenta przyjęła wypowiedź Kwaśniewskiego ze zdumieniem i oburzeniem. "Słowa byłego Prezydenta szkodzą zarówno wizerunkowi Polski w świecie, jak i budowaniu partnerskich relacji między Polską a Niemcami" - napisano w oświadczeniu. Jednocześnie zaznaczono, że "jest rzeczą niedopuszczalną, by jakikolwiek polski obywatel, a tym bardziej były Prezydent, zachęcał obce państwo do agresywnej polityki przeciwko własnemu krajowi".
Były prezydent skrytykował na łamach pisma "Vanity Fair" politykę braci Kaczyńskich wobec Niemiec, określając ją mianem "kursu prowokacji", co uznał za "diabelnie zły pomysł". Kwaśniewski zasugerował, że jeżeli Kaczyńscy wygrają najbliższe wybory i będą kontynuowali dotychczasową politykę, to władze w Berlinie powinny przemyśleć swoją powściągliwość wobec Polski i "zareagować inaczej" na ataki.
Kwaśniewski zapewnił, że Polacy mają bardzo duży szacunek do Niemców. Poglądy Polaków a polityka kierownictwa kraju to "dwie zupełnie różne rzeczy" - zastrzegł.
- Jest dla mnie całkowitą zagadką, dlaczego Kaczyńscy realizują ten kurs prowokacji. To diabelnie zły pomysł. Niemieckie poparcie w naszych zabiegach o wejście do UE było tak ważne. Ze wszystkich krajów UE to my musimy mieć z Niemcami najlepsze stosunki - powiedział Kwaśniewski.
Jego zdaniem premier Jarosław Kaczyński posługuje się "dawnymi stereotypami" Niemiec, które funkcjonują jednak jedynie w kręgach jego wyborców - "arcykatolików, wyborców starszych na wsi, ludzi przegranych". Premier oferuje im "dogodny wizerunek wroga" - Niemców lub tych, którzy lepiej zarabiają - uważa Kwaśniewski.
Były prezydent wyraził też pogląd, że Niemcy powinni ze spokojem reagować na działania polskich władz. - Jeżeli jednak Kaczyńscy wygrają następne wybory i będą kontynuowali dotychczasową politykę, to Berlin powinien przemyśleć swoją powściągliwość. Wtedy należy na te ataki zareagować inaczej - powiedział.
Wywiad Kwaśniewskiego dla "Vanity Fair" nie przeszedł bez echa wśród polskich polityków.
Roman Giertych nazwał byłego prezydenta "zdrajcą". Zdaniem szefa LPR wywiad jest skandaliczny i przypomina listy volksdeutschów.
Poseł Jan Rokita z Platformy Obywatelskiej powiedział, że wypowiedź Kwaśniewskiego była "niemądra". Jan Rokita wyraził opinię, że Kwaśniewski w swej zapalczywości stracił poczucie zdrowego rozsądku. Dodał, że każdy, kto uczył się historii Polski, zna określenia zachowań, które wiążą się z doradzaniem sąsiadom działań przeciwko własnemu krajowi. Zdaniem Rokity, Aleksander Kwaśniewski nieopatrznie wpisał się w to dziedzictwo.
Z kolei lider PO Donald Tusk powiedział, że słowa Kwaśniewskiego to koszmarna, nie znajdująca usprawiedliwienia wypowiedź.
Jak dodał, jest zaskoczony wypowiedzią b. prezydenta, bo - według niego - Kwaśniewskiego, przy bardzo wielu wadach, cechowała "taka roztropność".
- On jednak sprawiał wrażenie człowieka dość zrównoważonego i starającego się ważyć słowa. Więc ta dość koszmarna wypowiedź nie znajduje usprawiedliwienia, a ja nie znajduję jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia - powiedział szef PO.
Tusk podkreślił, że "polski polityk nie powinien mówić takich rzeczy".
Szef Kontrwywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz powiedział, że słowa Kwaśniewskiego godzą w polskie interesy. Jego zdaniem zachowanie byłego prezydenta potwierdza opinię, że są w Polsce politycy "gotowi działać na zewnątrz przeciwko polskiej racji stanu". Według Macierewicza dobrze, że Polacy poznali sposób uprawiania polityki skierowanej przeciwko interesom Polski.
Zdaniem wicepremiera Przemysława Gosiewskiego, Kwaśniewski należy do obozu reprezentującego miękką politykę wobec Niemiec i nie zabiegającego o polskie interesy narodowe.
W ocenie przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Pawła Zalewskiego (PiS) wypowiedź byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego dla pisma "Vanity Fair" jest wysoce niestosowna, bo przenosi wewnętrzny konflikt polityczny za granicę, co szkodzi Polsce.
- Uważam, że w demokratycznym państwie, w sytuacji, gdy opozycja ma wszelkie możliwości - od finansowych po medialne - prowadzenia nieskrępowanej działalności, przenoszenie konfliktu wewnętrznego za granicę szkodzi państwu - podkreślił Zalewski.
- Pan Kwaśniewski wyszedł z roli byłego prezydenta Polski, z roli lidera partii opozycyjnej i wszedł w rolę doradcy rządu niemieckiego. Nie jestem jednak pewien, czy rząd niemiecki sobie tego życzy - powiedział Zalewski.
Jego zdaniem, tą wypowiedzią władze Niemiec zostały postawione przez Aleksandra Kwaśniewskiego w niezręcznej sytuacji. Dlatego - jak przyznał - nie dziwi go brak reakcji z ich strony.
W ocenie Zalewskiego, takie wypowiedzi byłych prezydentów mogą być dopuszczalne jedynie w państwach totalitarnych, a nie w demokratycznych. Jednocześnie za nieprawdziwą uznał tezę, że polityka niemiecka premiera Jarosława Kaczyńskiego służy za element polityki wewnętrznej.
- Nie wierzę, żeby Kwaśniewski to powiedział. Jaki on jest, taki jest, ale chyba nie mógł tego powiedzieć, dlatego, że tego nie wolno mówić, jeśli ktoś ma trochę patriotyzmu i przyzwoitości - komentuje wywiad Lech Wałęsa.
Według niego, Kwaśniewski udzielając wywiadu mógł być "zmęczony" i "nieprecyzyjny". "My tu możemy się prać nawet na krótko, ale nie można, żeby ktoś nam tu trzeci mieszał" - powiedział.
- Tutaj jest normalna demokracja, ułomna i niedobra. Ja też nie lubię Kaczyńskich, ale to jest moja sprawa, a nie Niemiec - dodał Wałęsa.
Wypowiedzi byłego prezydenta broni Ryszard Kalisz, były bliski współpracownik Kwaśniewskiego. - Zgadzam się ze słowami byłego prezydenta - powiedział Kalisz. Dodał, że streszczenia wywiadu w prasie polskiej zostały wyjęte z kontekstu.
- To nie było żadne namawianie. Chodzi o to, aby nie prowadzić polityki państwa jak w XVIII wieku, gdzie wszyscy ze wszystkimi byli skłóceni (...), ale aby budować formułę współpracy europejskiej. Takie jest przesłanie tego artykułu - powiedział Kalisz.
Zdaniem posła SLD, polska polityka zagraniczna prowadzona przez prezydenta i premiera Kaczyńskich jest "szkodliwa dla interesu narodowego Polski rozumianego jako interes wszystkich obywateli".
Jak mówił Kalisz, bracia Kaczyńscy stworzyli pojęcie "interesu narodowego", który jest wynikiem ich własnej wizji i oceny. - To nie jest interes narodowy nas wszystkich, tylko Kaczyński wstaje rano i mówi, że naszym interesem narodowym jest to, żeby się skłócić ze wszystkimi krajami europejskimi - ocenił polityk Sojuszu.
Kalisz nie ma wątpliwości, że jest to działanie przeciwko integracji europejskiej. - Jeżeli rząd w Polsce jest przeciwny integracji europejskiej, to ten rząd powinien jasno to powiedzieć i takie jest przesłanie wypowiedzi Kwaśniewskiego - dodał poseł SLD.
Zeznania Marka Dochnala pokazują Kwaśniewskiego i jego otoczenie jako część antypolskiej mafii


Zeznania Marka Dochnala pokazują Kwaśniewskiego i jego otoczenie jako część antypolskiej mafii
Kim jest Aleksander Kwaśniewski?
Jeszcze do niedawna można było sądzić, że przesłuchanie Aleksandra Kwaśniewskiego odbędzie się w dość sennej atmosferze przytłoczonej oficjalnym ceremoniałem. Choć bowiem Komisja ds. Orlenu dysponuje bardzo licznymi przesłankami i dowodami wskazującymi na ścisły związek Kwaśniewskiego ze sprawą, żaden świadek dotąd nie powiedział wprost: tak, to Kancelaria Prezydenta stanowiła centrum decyzyjne i to tam wszystko się rozstrzygało.
Teraz wszystko się zmieniło: zeznania Marka Dochnala stanowią to brakujące ogniwo. Dochnal bowiem mówi wprost: decydował pałac prezydencki.
Modrzejewski bis
Według Marka Dochnala, aresztowanego we wrześniu ubiegłego roku lobbysty, jego zatrzymanie było kopią działania UOP wobec Modrzejewskiego w 2002 r. Modrzejewski został zatrzymany, by Kulczyk i Miller mogli przejąć kontrolę nad „Orlenem” i polskim sektorem naftowym, który chcieli sprzedać Rosji, Dochnal został zatrzymany, by uniemożliwić dywersyfikację dostaw ropy naftowej do Polski. Dochnal twierdzi też, że aresztowanie zablokowało podpisanie przezeń umowy z szefem kazachskiej firmy naftowej, co pozwalałoby zaopatrywać Polskę w ropę z Kazachstanu. Początkowo ropa miała płynąć naftociągami rosyjskimi, w przyszłości zaś wybudowanym wspólnie naftociągiem Odessa-Brody-Gdańsk. Ta magistrala naftowa jest od dawna nadzieją Polski na uniezależnienie się od Rosji. Równocześnie jednak rządy postkomunistyczne robią wszystko, by nie doszło do wybudowania tego naftociągu. A Rosjanie starają się nas do tego zniechęcić. W tę grę włączono także polskie służby, które sugerują, że taki naftociąg nie ma szans powstać. Działanie takie jest oczywiście na rękę Rosji i rosyjskich przedsiębiorstw starających się przekonać nas, że nie mamy alternatywy poza Łukoilem, Jukosem i innymi podmiotami z Rosji. Według Dochnala za jego aresztowaniem stała kancelaria prezydenta, której ministrowie wspierali aktywnie Kulczyka. Ten zaangażowany był w sprzedaż sektora naftowego Rosji, nie chciał więc dopuścić jakiegokolwiek innego rozwiązania.
Kancelaria Prezydenta gra dla Moskwy
Dochnal wskazuje personalnie na Marka Siwca i Marka Ungiera jako zaangażowanych w przeciwdziałanie jego planom. W sprawy wciągnięty miał być także sam prezydent, który poprzez swoich wysłanników miał upewniać Rosjan, że Kulczyk jest wiarygodnym partnerem posiadającym wsparcie głowy państwa. Z taką misją miał zwrócić się do Dochnala Jarosław Grzesiak, przedstawiciel kancelarii Dewey Ballantine na Polskę, występujący w tych rozmowach zarówno w imieniu Kulczyka, Orlenu jak i Prezydenta. Do Dochnala zwracano się o pośrednictwo w rozmowach z Łukoilem, a także z Ałganowem, którego Dochnal określa jako „komisarza politycznego Putina” przy sektorze energetycznym. Układy rosyjskie Dochnal, jak twierdzi, zna świetnie jeszcze z początku lat 90-ych, gdy to w Petersburgu poznał Putina i głównych dziś oligarchów rosyjskich. W zeznaniach Dochnala można by dopatrywać się wątków mitomańskich gdyby nie to, że istnieją wiarygodne potwierdzenia jego relacji. Wiadomo więc skądinąd, że faktycznie spotyka się z Ałganowem, tak jak wiadomo, że bywał blisko rodziny Kwaśniewskich i Putina. Dlatego można przyjąć za dobrą monetę podstawowe stwierdzenie Dochnala: teza o tworzeniu koncernu środkowoeuropejskiego z połączenia Orlenu z MOL-em itp. była zasłoną dymną. Od początku wszyscy decydenci, a zwłaszcza Kwaśniewski, świetnie wiedzieli, że sektor ma kupić Rosja a zwłaszcza Łukoil. Chodziło jedynie o to, jaką pozycję w tym rosyjskim już przedsięwzięciu uzyska Kulczyk i jego ludzie. I tego dotyczyła ta misterna układanka, czasem robiąca wrażenie chaosu.
Kwaśniewski to czynnik stały rosyjskiej gry
Taki wniosek wprawdzie już przed dwoma miesiącami sformułował w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” Antoni Macierewicz, ale inni członkowie Komisji raczej oszczędzali Prezydenta. Nie było zresztą wówczas jeszcze dowodów wprost, a jedynie przesłanki. Najdalej szedł w swych wnioskach Giertych, ale i on, co najwyżej, wskazywał na pośrednie przesłanki dotyczące Kwaśniewskiego. Jego raport o prezydencie mówił oszczędnie, i w kręgach analityków nawet zastanawiano się, czy lider LPR nie dokonał zwrotu w stronę pałacu prezydenckiego. Macierewicz wskazywał w rozmowie z Małgorzatą Subotić na następujące elementy: po pierwsze, z punktu widzenia Rosjan prezydent jest najważniejszą osobą w państwie. W wypadku Aleksandra Kwaśniewskiego jest to o tyle uzasadnione, że pełni swój urząd od 9 lat i stanowi element trwały polityki polskiej, a w przeszłości w negocjacjach dotyczących handlu energią udowodnił, że można na nim polegać. Takim przykładem było jego działanie w sprawie kontraktu gazowego, gdy to w 1998 r. polityka rządu Buzka groziła usamodzielnieniem się Polski, a do tego wciągnięciem do tej gry Ukrainy. Wtedy jeden list Rema Wiachiriewa do Kwaśniewskiego zdyscyplinował Polaków.
Plan Cioska
Po drugie, sprawami tymi przy Kwaśniewskim zajmował się Stanisław Ciosek, dobrze znany Rosjanom jeszcze z czasów Jaruzelskiego, blisko związany z komunistycznymi służbami specjalnymi, a do tego podejrzewany o związki ze STASI. Andrzej Czyżewski, przebywający w Niemczech przedsiębiorca naftowy, oskarża Cioska o rolę kierowniczą w ochronie mafii paliwowej. Komisja dysponuje sugestywnymi przesłankami, że coś jest na rzeczy: oto w styczniu 2002 r. przed wizytą Putina w Polsce Ciosek przyjmuje niejakiego Wielińskiego ze Szczecina, byłego funkcjonariusza SB, właściciela spółki ochroniarskiej. Wieliński organizuje spotkanie mafii z Putinem podczas jego pobytu w Poznaniu. Czy w tym celu spotkał się z Cioskiem? Ciosek spotyka się także z szefami rosyjskich koncernów naftowych. Z każdego spotkania pisze sprawozdania dla prezydenta Kwaśniewskiego. A więc zapewne i z tego z początku 2002 r., gdy to przedstawiciel Łukoila przekonuje go, że Polska „musi się posunąć” na rynku naftowym. Rosjanie są bowiem przekonani, że Polacy, sprowadzając z Rosji surowiec i przetwarzając go na „galanterię” naftową, za dużo na tym zarabiają. Więc każą się „posunąć”. Mówią wprost: wszystko, czego nie kupił od was Zachód, weźmiemy my. Pan każe, sługa musi. Ciosek formuje plan rozwiązania tej kwestii. Ma to polegać na tym, że Polska pozbędzie się na rzecz Rosji sektora petrochemicznego, a w zamian za to otwarte zostaną dla naszego eksportu rynki wschodnie. Koncepcja ciekawa, tyle, że zakłada, że ten eksport dotyczyć będzie towarów wytwarzanych przez filie zachodnich przedsiębiorstw. Plan Cioska od chwili jego sformułowania stanowił trwały element negocjacji ze strony polskiej.
Co wiedziano w kancelarii?
Ale podczas tej wizyty Ciosek usłyszał coś jeszcze, co za kilka tygodni okaże się mieć siłę bomby politycznej. Rosjanie mówią bowiem Cioskowi, że nie życzą sobie, by spółka J&S nadal pełniła rolę najważniejszego pośrednika w handlu ropą między Polską a Rosją. Możemy ropę dostarczać bezpośrednio, mówią mu Rosjanie. Nikt z rozmówców nie dodaje, że pragną dostarczać ropę bezpośrednio do polskich rafinerii, gdyż najpierw chcą je wykupić. Czy i co Ciosek odpowiedział Rosjanom, nie bardzo wiadomo. Jedno jest pewne: wiedział, że rozmawia z ludźmi rosyjskich służb specjalnych, bo do tego przyznał się publicznie w rozmowie z dziennikarzem telewizji TVN 24. Czy oznacza to np., że podczas rozmów był obecny Ałganow? I jeszcze jedno pytanie: Czy Ciosek wie o tym, że w UOP od kilku miesięcy przygotowywano już plan wyeliminowania J&S? Ciosek mógł nie wiedzieć, ale Kwaśniewski musiał wiedzieć, bo był o tym systematycznie informowany i konsultowany; także o tym, że prezydent Putin już w czasie kampanii wyborczej przyrzekł, iż J&S zostanie wyeliminowany z rynku polskiego. Tym, którzy dziwić się mogą, dlaczego prezydent takiej potęgi jak Rosja zajmuje się skromną spółką J&S, przypomnieć trzeba dwie kwestie. Po pierwsze, spółka ta dostarczała 75% zaopatrzenia Polski w ropę naftową, a dostarczanie energii stanowi główne narzędzie rosyjskich wpływów w Polsce. Po drugie, J&S nie tylko dostarcza ropę do Polski, ale także kontroluje cały de facto eksport ropy z Rosji przez Polskę (gdański Naftoport) zarówno na Zachód, jak do Chin. Dziś ten eksport nie ma już tak gardłowego znaczenia jak 3 lata temu, gdyż Rosjanie opanowali rafinerię w Możejkach i mają terminal na Bałtyku. Nadal jednak gdański Naftoport, to główny punkt eksportu ropy rosyjskiej.
Kulczyk przejmuje Orlen
Rozmowy z Rosjanami musiały być dalece zaawansowane, skoro podczas Rady Gabinetowej 21 lutego 2002 r., a więc posiedzenia Rady Ministrów, w obecności Prezydenta sformułowano podstawowe ramy polityki wschodniej. Zakładały one, „nowe otwarcie na Rosję”, która miała stać się priorytetem polityki polskiej. W jej ramach cały sektor petrochemiczny miał zostać sprzedany Rosji.
Wtedy, gdy Kwaśniewski wypowiada 21 lutego 2002 r. słynne słowa o SLD stanowiącej jego „pierwszą brygadę”, sprawa Orlenu wydaje się być przesądzona także dlatego, że podczas długiej i dramatycznej nocnej rozmowy między Kwaśniewskim, Millerem i Kulczykiem dochodzi ostatecznie do porozumienia co do podziału wpływów w Orlenie. Wygrywa wspierany przez Kwaśniewskiego Kulczyk, którego ludzie w przeciągu kilku miesięcy opanowują koncern i narzucają swoje rozwiązania. Czy Kwaśniewski o nich wie? Kulczyk zrywa bowiem kontrakt z J&S i podejmuje działania, które doprowadzają do zwarcia umowy z Petrovalem reprezentującym Jukos. Ta firma, nie znana nikomu na rynkach polskich, Kulczykowi musiała być znana od dawna, gdyż był on strategicznym partnerem węgierskiego MOL-a, a Petroval dostarczał ropę właśnie MOL-owi. Umowa zawarta „za pięć dwunasta” pozbawiała Polskę jakiegokolwiek manewru i groziła katastrofą w razie załamania się Jukosu. Podejrzewa się, że została zawarta ze względów korupcyjnych. Czy Kwaśniewski wiedział, co wyprawia z polskim sektorem naftowym jego ulubieniec?
Wejście Ałganowa
Nawet, jeśli wówczas był tego wszystkiego nieświadom, to latem 2003 r. sielanka się skończyła. Kulczyk powiadamia Millera i Kwaśniewskiego o wiedeńskim spotkaniu z Ałganowem oraz o prowadzonych tam rozmowach. W ich trakcie miała paść informacja o gigantycznej łapówce, jaką Kaczmarek miał wziąć od Rosjan. Wiadomość o tym przywozi Kwaśniewskiemu nad morze Ungier, który wcześniej ostrzega Kaczmarka, że jest on inwigilowany. Nie wiemy nic o zachowaniach Kwaśniewskiego. Gdy rzecz cała wydała się jesienią 2004 r. Kwaśniewski przysięga, że był na Kulczyka oburzony. Sam fakt rozmowy z Ałganowem, twierdzi Kwaśniewski, stanowił przekroczenie granic. Nic dodać, nic ująć. Tak właśnie było - tyle, że nic nie wskazuje na to, by Kwaśniewski naprawdę tak się zachował wobec Kulczyka. Raczej przeciwnie, do czasu wyjścia na jaw skandalicznych szczegółów utrzymuje z nim zażyłe stosunki.
Dziś wiemy już więcej. Wiemy przede wszystkim, że Kwaśniewski jest systematycznie informowany o rozmowach Kulczyka z Rosjanami w sprawie sprzedaży Rafinerii Gdańskiej i ewentualnie Orlenu i wcale nie interweniuje. Już ten fakt wskazuje na to, że Kwaśniewski w istocie aprobuje działania Kulczyka. Uprawdopodabnia to informację zdobytą przez polski wywiad, że podczas rozmowy z Ałganowem Kulczyk powoływał się na autorytet Kwaśniewskiego jako osoby gwarantującej wiarygodność propozycji sprzedania Moskwie sektora naftowego.
Krąg wiedeński: Kuna i Żagiel
Tak więc Kwaśniewski jest bardzo głęboko uwikłany w całą aferę Orlenu. Sprawy wyglądają jeszcze gorzej, gdy spojrzymy na nie z punktu widzenia tzw. kręgu wiedeńskiego, czyli od strony przestępczo-szpiegowskiego środowiska panów Kuny i Żagla. Obaj mają kryminalną i szpiegowską przeszłość. Obaj związani są i z gangsterem Baraniną, i z podejrzanymi interesami Rosji w latach 80-ych, i w związki z ludźmi świata nomenklaturowo-szpiegowskiego w Polsce. Ich firmy takie jak Polmarck, Mitta, Billa odegrały niechlubną rolę w tzw. prywatyzacji w Polsce, ale przede wszystkim tworzyły sieć szpiegowsko-przestępczą. Znali Kwaśniewskiego w latach 90-ych i zatrudniali Ałganowa jako swego pracownika. Równocześnie obaj byli częstymi gośćmi pani prezydentowej i urządzanych przez nią przyjęć. Czy Kwaśniewski mógł o tym nic nie wiedzieć? Czy jest możliwe, by p. Kwaśniewska spotykała się z Żaglem i Kuną, pracodawcami Ałganowa, a Kwaśniewski był tego nieświadom?
Trudno w to uwierzyć, podobnie jak trudno uwierzyć, że Kwaśniewski nie wiedział o ich aktywnej roli w doprowadzeniu do spotkania wiedeńskiego. Ale jeśli tak, to miejsce Kwaśniewskiego i jego związek z Ałganowem rysuje się zupełnie inaczej. Wszystko to razem sytuuje Kwaśniewskiego raczej jako człowieka uwikłanego w grę wywiadowczo-biznesową, niż jako polityka pełniącego najwyższą funkcję w państwie polskim.
Witold M. Kańka
Friday, September 7, 2007
Kwaśniewski stanie przed komisją ds. banków?

Kwaśniewski stanie przed komisją ds. banków? 14:30 27.08.2007
poniedziałek
Po przesłuchaniu b. biznesmena Wiesława Michalskiego przewodniczący sejmowej komisji śledczej ds. banków Adam Hofman (PiS) powiedział, że będzie rekomendował prezydium komisji przesłuchanie b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz b. prezes NBP Hanny Gronkiewicz- Waltz.
Świadek nie odpowiadał na wiele pytań, miał takie prawo ponieważ jest oskarżony. Posiedzenie było tajne, więc mogę tylko powiedzieć, że jutro odbędzie się posiedzenie prezydium komisji, które zdecyduje co dalej - powiedział Hofman.
Przesłuchanie Michalskiego odbyło się w warszawskim sądzie okręgowym.
Hofman podkreślił, że jeśli Sejm nadal będzie pracował, to przesłuchani powinni być Aleksander Kwaśniewski i Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Dla mnie istotne jest, czy będą wybory, czy nie. Jeśli miałaby być kampania wyborcza to nie chciałbym, aby komisja była wykorzystywana w kampanii, ale jeśli miałoby nie być samorozwiązania Sejmu, to komisja powinna się spotykać i przesłuchać zarówno Kwaśniewskiego, jak i Gronkiewicz Waltz - dodał.
Hofman uważa, że w przypadku samorozwiązania Sejmu, komisja powinna opublikować wyniki dotychczasowej pracy, czyli raport nt. Banku Śląskiego i fundacji CASE. Jeśli natomiast kadencja miałaby trwać, to poseł nie widzi przeszkód do dalszej pracy komisji.
Szef komisji powiedział, że wystąpił do prokuratury o udostępnienie akt z zeznań Michalskiego w części, która dotyczy sektora bankowego.
Przed przesłuchaniem Hofman mówił, że zeznania Michalskiego dotyczą "dwóch istotnych spraw".
Jedna to nieprawidłowości w funkcjonowaniu prezes Narodowego Banku Polskiego Hanny Gronkiewicz- Waltz, kiedy pełniła tę funkcję. Druga sprawa to funkcjonowanie grupy wokół Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy był on ministrem zajmującym się turystyką - mówił Hofman.
Zdaniem przewodniczącego, Michalski może mieć wiedzę na temat nieprawidłowości w działalności organów, które zajmowały się nadzorowaniem polskiego systemu bankowego.
Wiesław Michalski był w latach 90. jednym z najbogatszych Polaków - jak donosiły media - związanym z podziemiem przestępczym. "Nasz Dziennik" napisał, że Michalski miał w 1992 r. wręczyć Markowi Ungierowi (wtedy szef Juventuru, a w kolejnych latach szef gabinetu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego) pół miliona dolarów łapówki za sprzedaż po zaniżonej cenie wrocławskiego Dworu Wazów i drugie tyle za pozostałe hotele należące do Juventuru. Ungier temu zaprzeczył.
Posiedzenie komisji związane było z dalszymi pracami nad prywatyzacją Banku Śląskiego z 1993 r.
Komisja zajmuje się w tej sprawie m.in. wyceną akcji BSK, którą kwestionuje jako zbyt niską. Wg zeznań świadków, doradca prywatyzacyjny sugerował cenę ok. 20 zł za jedną akcję, resort finansów sprzedawał w 1993 r. akcje banku za równowartość obecnych 50 zł za walor, zaś w giełdowym debiucie w styczniu 1994 r. płacono za nie po 675 zł.
Ponadto nie wszyscy akcjonariusze zainteresowani zbyciem akcji mogli sprzedać posiadane walory, ponieważ opóźniało się potwierdzanie świadectw depozytowych. Był to wówczas element rejestrowania na rachunku inwestycyjnym akcji kupionych w ofercie publicznej. W pierwszej kolejności akcje mogli sprzedawać pracownicy banku.
W tej sprawie przesłuchiwano m.in. b. premiera Józefa Oleksego, b. premiera Waldemara Pawlaka, b. ministrów finansów - Jerzego Osiatyńskiego, Marka Borowskiego i Grzegorza Kołodkę, b. sekretarza stanu w Ministerstwie Finansów Henryka Chmielaka, b. przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd Jacka Sochę i b. prezesa BSK Mariana Rajczyka.
Po sprawie prywatyzacji BSK komisja planowała zajmować się innymi bankami: BIG BG, Bankiem Turystyki, Polskim Bankiem Inwestycyjnym, Bankiem Handlowym w Warszawie, Pekao SA, Bankiem Rozwoju Eksportu, Wielkopolskim Bankiem Kredytowym, Bankiem Gospodarki Żywnościowej, Pierwszym Komercyjnym Bankiem w Lublinie oraz PKO BP.
Zegarek króla Aleksandra

Zegarek króla Aleksandra
Koronny dowód "Dziennika"
Czy Aleksander Kwaśniewski nosił zegarek, który miał być łapówką od Marka Dochnala? Tego jeszcze na 100 procent nie wiadomo, ale wiadomo już, że prezydent Polski żył jak król.
Oto kolejna afera: istnieje podejrzenie, że łapówka od siedzącego w areszcie lobbysty Marka Dochnala trafiła do Aleksandra Kwaśniewskiego. Sprawa staje się tym bardziej sensacyjna i efektowna, że nie chodzi o walizkę pieniędzy, a luksusowy szwajcarski zegarek. Intrygę snuje dzisiejszy "Dziennik":
Złoty Franck Muller [czy taki fajny, kwestia gustu] na pasku z krokodylej skóry to najbardziej poszukiwany zegarek w Polsce. Miał być łapówką od lobbysty Marka Dochnala i dowodem na korupcję wśród polityków SLD.
Problem w tym, że prokuratura nie jest w stanie tego zegarka znaleźć. Ale "Dziennik" wpadł na trop:
Chodzi o model z serii Sunset. To rzadki egzemplarz Francka Mullera wykonany z żółtego złota. W Polsce podobny model zegarka miał w swojej kolekcji Aleksander Kwaśniewski.
Zegarek po raz pierwszy pojawił się, gdy Dochnal lobbował u Zbigniewa Kaniewskiego, ministra skarbu w rządzie Millera:
"To była luźna rozmowa przy kolacji" - mówi Krzysztof Popenda, najbliższy współpracownik Marka Dochnala. "Prezes był poirytowany tym, że Kaniewski miał kilka dni wcześniej imieniny, a on o tym nie wiedział i na spotkanie pojechał z pustymi rękami. Później Pęczak sam przypominał o prezencie dla ministra. Ten zegarek leżał u nas chyba z miesiąc. Czekaliśmy na jakąś okazję, aby go wręczyć. O ile dobrze pamiętam, paczkę z prezentem dałem kierowcy Pęczaka".
Czy ekskluzywny zegarek trafił do ministra Kaniewskiego? Pęczak zapewniał Dochnala, że tak, zaś Dochnal nie miał odwagi zapytać o to wprost ministra.
Tu trop się urywa. Aż do Taśm Oleksego:
"Zegarków miał od cholery złotych i nosił je, ch… wie po co?" - powiedział Józef Oleksy w szczerej rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym. Miał na myśli Aleksandra Kwaśniewskiego.
Zbliżamy się już do finału, który rozegrał się już po ujawnieniu taśm. Rozmowa Moniki Olejnik z Aleksandrem Kwaśwniewskim:
"No wie pani, to jest tak, jak z butelkami koniaku, dostaje pani, a później nie ma pani prezentu pod ręką" - stwierdził Kwaśniewski.
"No, ale jak ktoś wyliczył, jak zegarek kosztuje, nie wiem, 50 tysięcy, to tak się oddaje, jak butelkę koniaku?" - dziwiła się Monika Olejnik.
"Ale czy pani sądzi, że ktokolwiek wręczając zegarek informuje, że on kosztuje 50 tysięcy, więc może tu zagramy w rodzaj niewiedzy czy naiwności. (...) Dziwi mnie małostkowość tych ludzi, którzy w ogóle się tym zajmują. Prezydent jest osobą, która otrzymuje jakieś tam dary, przekazuje je, mnie to w ogóle nigdy nie zajmowało".
Pęczak i Dochnal rozpoznali zegarek na zdjęciu nadgarstka Aleksandra Kwaśniewskiego, które przedstawił im "Dziennik". To "ich" model.
Wszystko na razie brzmi jak weekendowa historia z sensacyjnej prasy. Dwóch skompromitowanych ludzi obciąża lidera Ruchu na Rzecz Demokracji. Mamy domniemanie niewinności, ale złośliwi mogliby dodać, że niewinni są też Marek Dochnal i Andrzej Pęczak, bo nikt ich prawomocnie nie skazał.
Problem leży jednak gdzie indziej – w tym, że prezydent może sobie spokojnie mówić, że zajmowanie się jego kolekcją zegarków po kilkadziesiąt tysięcy złotych sztuka to małostwowość, która może tylko dziwić.
Tymczasem najwyżsi urzędnicy państwowi od 1997 roku zobowiązani są do prowadzenia jawnego rejestru korzyści, skrupulatnego spisu prezentów jakie otrzymali w ciągu roku.
Dzięki temu możemy na przykład się dowiedzieć, że Jarosław Kaczyński wśród 130 innych podarków otrzymał w 2006 roku "trzy szklane figurki ptaka wykonane przez Panią Oiva Toikka - Iittala, otrzymane podczas wizyty w Helsinkach od Pana Matti Vanhanena, Premiera Finlandii".
Obowiązek nie dotyczy jednak prezydenta RP, którego prawo traktuje tu jak monarchę. I jak dziwić się później (byłemu) królowi, że nie rozumie ciekawości gawiedzi?
Rafał Madajczak
Czlowiek z Szwajcarii co moze pomoc Ziobro
Czlowiek z Szwajcarii co moze pomoc Ministrowi Ziobro.
Tylko uwazam ze jest juz za pozno. Pieniodze na pewno wyparowaly z Szwajczarii
Do Jersey Island, Bahamas, Cayman Island, Venezuela, Syria, Iran,
Wszedie w tych krajach raju podatkowego mozna zakladac konta nie numeryczne
Tak jak 20 lat temu ale zalozone przez grupe adwokatow. Czyli nazwiska politykow i zalozycielinie sa do sprawdzenia. Jest to cialo niezalezne i nikt nie ma akcesu do tej informacji, a nawet sluzby/prokuratura Szwajcarii. Bo jak to sprawdzic. Trzeba mie informacje z wewnatrz ktorej nikt nie ma.
-Koszt od 5-10k na zalozenienie i mala cena za roczny management.
Wielu Niemcow tez to robi. I jak potrzebuje cash. Jezdzi osobiscie aby pobrac czy stoi w hotelu kolo granicy i wysyla asystenta. Albo drogie zegarki i brylanty. Albo inwestuje na przyklad Ukraina, Bialorus, China.
Albo wymusza znizke ceny na prywatyzacje w Polsce otworzajac nowe konto or sub konto w slawnwej Szwajcarii albo gdzie pasuje dla nowego czlonka klanu.
Ten czlowiek moze pomoc a nie musi to tylko kontakt ja mam. On nie wie o tym postingu.
Anne van HeerdenPartner, Head of ForensicKPMGBadenerstrasse 172P. O. Box8026 ZurichTel. +41 44 24xxx8Fax +41 44 249 22
Registered Accountant (RA) (Dutch CPA), Member of the Royal Dutch Institute for Registered Accountants
Broad experience in a wide range of national and international fraud investigations as well as in fraud risk management
More than twelve years Forensic experience in the Dutch and Swiss Forensic practice: joined KPMG's Dutch audit department in 1986 and changed to Forensic in 1993; with Forensic Switzerland since the beginning of 2000
Posted by Alex Bajan at 1:39 PM 0 comments
Zegarki Szwajcarskie bylych Politykow PRL Szwajcarskie bylych Politykow PRL
Zegarki latwo sprzedawane na rynku swiatowym bez bez sprawdzania przez Udzad Cel w Polsce
Dlaczego byli aparatczycy musza przewozic gotowke, cash , Zegarki Latwo sprzedac w Polsce do nowych oligarchow.
Sa tez inne zegarki dla kolekjonerow 150-300 tes zt.
Moga byc uzywane jako legalny przemyt bez przewozu gotowki. Latfa kasa szybka pszedaz.
Patek Philippe 5015 Moonphase wrist watch
$32,000 Retail best bezel ever amazing watch
Patek Philippe moon phase wrist watch I have ever seen. This amazing watch comes with its original box and pusher. The wrist watch has a power reserve subsidiary second hands in the 4 position and a moon phase, the back is a hunter case back and you can see that glorious movement. Nobody does movements like Patek. The watch is running and in very good condition I believe the retail for this watch is $32,000.00
Ref. 2508, "Luminous Hands" Patek Philippe, No. 7
"Luminous Hands" Patek Philippe, No. 704993, case No. 691446, Ref. 2508. Made in 1955, sold on April 26, 1956. Very fine, center seconds, water-resistant, 18K yellow gold gentleman`s wristwatch with an 18K yellow gold Patek Philippe buckle. Accompanied by the Extract from the Archives.
$21,000 Retail best bezel ever amazing watch
Calatrava - Travel Time"" Patek Philippe, Genève,
$21,000 Retail best bezel ever amazing watch
Calatrava - Travel Time"" Patek Philippe, Genève, ""Calatrava - Travel Time"",Production of this reference started in 2001. Very fine, two-time zone, water-resistant, 18K pink gold gentleman's wristwatch with second time zone set by 2 push-buttons, and an 18K pink gold Patek Philippe deployant clasp. Accompanied by a fitted box and certificate.
NEW MENS BREITLING EVOLUTION 20+ CARATS ***DIAMONDS***!
THIS IS A BRAND NEW SPECIAL EDITION BREITLING 20++ CARAT DIAMOND MENS CHRONOMAT EVOLUTION DIAMOND WATCH THAT WOULD RETAIL OVER: $100,000+TAX!!!
DIAMONDS EVERYWHERE!!!
LOOK AT THE NUMBER OF DIAMONDS
MOTHER OF PEARL DIAL
Self Winding Caliber 13 Automatic Movement
28,800 v.p.h, 25 Jewels, 42 Hour Power Reserve
1/4th Second, 30 Minutes, 12 Hours Chronograph
Scratch Resistant Glareproof Sapphire Crystal
All Polished Steel Case & Pilot Bracelet
300 Meters / 1000 Feet Water Resistant
Uni-Directional Rotating Bezel
Luminescent Hands & Markers
Screw Down Crown & Caseback
Deployment Buckle
BOX AND PAPERS
· $29,000 Retail best bezel ever amazing watch
4099 Stainless Steel "Flared Lugs" Rolex, "C
4099 Stainless Steel "Flared Lugs" Rolex, "Chronographe Anti-Magnetique", Ref. 4099, case No. 583163. Made in 1947. Very fine and rare, stainless steel gentleman's wristwatch with square button chronograph, register, tachometer and telemeter, with a Rolex stainless steel buckle.
· $25,000 Retail best bezel ever amazing watch
zdenerwowaną postać lustrowanego prezydenta Kwaśniewskiego, w wielu głowach zaświtała nadzieja urealnienia choć po części "dziejowej sprawiedliwości".

zdenerwowaną postać lustrowanego prezydenta Kwaśniewskiego, w wielu głowach zaświtała nadzieja urealnienia choć po części "dziejowej sprawiedliwości". Bo rzecz idzie nie tyle o to, czy pan Kwaśniewski rzeczywiście współpracował ze służbami specjalnymi PRL. Ważne jest, że jako człowiek stanowił ważną część aparatu PZPR - partii, która wysługiwała się zbrodniczej ideologii i obcemu mocarstwu. Chciałoby się zobaczyć Kwaśniewskiego wraz z towarzyszami nie tyle przed Sądem lustracyjnym, co dekomunizacyjnym, nie, aby ich osadzić w więzieniu, ale by odsunąć od wpływu na władzę.
Brak dekomunizacji w sposób jednoznaczny zaciera obraz naszej sceny politycznej i jeszcze bardziej demoralizuje społeczeństwo. Zło w Polsce nie zostało wprost nazwane złem, a kłamstwo kłamstwem. Jakże często na tym tle ujawniają się postawy ludzi zdemoralizowanych. Podczas zbierania w Lublinie podpisów na jednego z prawicowych kandydatów, pan w średnim wieku stwierdził, że będzie głosował na Kwaśniewskiego, a w swoim życiu jednego tylko żałuje, mianowicie tego, że w czasach komunistycznych nie zapisał się do PZPR. Dziś bowiem - jak stwierdził - żyłby dostatnio, a tak musi prowadzić egzystencję nędzarza.
Powyższa postawa nie jest bynajmniej odosobnionym przypadkiem. Świadczy o totalnym pomieszaniu pojęć. Ludzie, którzy jak ten pan, nigdy nie należeli do partii komunistycznej, dziś będą głosować na postkomunistę. Nie zostało im wprost pokazane zło tamtego systemu, a więc wszystko stało się względne.
W tej sytuacji jak scena z "kołtuńskiej tragifarsy" brzmią słowa prezydenta Kwaśniewskiego, że "są w Ojczyźnie rachunki krzywd". Słowa groźby pod adresem lustratorów są czystą kpiną z historii. Rzeczywiście rachunki krzywd są nie wyrównane i wcześniej czy później postkomuniści będą musieli je zapłacić. Proces lustracyjny - wszak zakończony sukcesem dla Kwaśniewskiego - choć po trosze mógł zadowolić pokrzywdzonych przez komunizm. Widok trzęsącego się z obawy o utratę stanowiska kandydata SLD niesie nadzieję, że sprawiedliwość jeszcze kiedyś zapanuje. Wydaje się, że dekomunizacja jest potrzebna nie tylko ofiarom zbrodni systemu, ale (o paradoksie!) nade wszystko tym, którzy ów system podtrzymywali. Osądzenie ich działalności dałoby im bowiem szansę stanięcia w prawdzie, a co za tym idzie prawdziwej zmiany swego życia.
Jak prawda ta jest bolesna, świadczy opór związany nie tylko z dekomunizacją, ale i z ustawą lustracyjną. O ile opór ten jest naturalny u działaczy eseldowskich, o tyle najbardziej przykre formy przybiera wśród środowiska Unii Wolności. W związku z ustawą lustracyjną wychodzą na jaw różne skandale. I zamiast po dziennikarsku cieszyć się, że ujawniana jest prawda o tych okrutnych czasach XX wieku, "Gazeta Wyborca" wraz ze swym redaktorem naczelnym nie ustaje w atakach na samą lustrację, na Rzecznika Interesu Publicznego, a nawet na niezależny Sąd lustracyjny. O ile w przypadku nierozliczonych zbrodni komunistycznych "Wyborcza" broniła "bezstronności" sądu, tak w tym wypadku bezstronność tę z premedytacją podważa. Hipokryzja sięga więc zenitu.
Politycy Unii Wolności występują zgodnie tak przeciw lustracji, jak i dekomunizacji. Gdyby ich organ prasowy z taką samą zaciekłością tropu komunistycznych zbrodniarzy, jak czyni to z urojonymi w większości wypadków "antysemitami”, mielibyśmy o wiele więcej sprawiedliwości w naszym życiu społecznym. Jednakże wspomniana gazeta swoimi akcjami raczej pogłębia ową niesprawiedliwość, że wspomnę niedawną nagonkę na prof. Ryszarda Bendera w związku z tzw. kłamstwem oświęcimskim. Pomimo że prokuratura wydała decyzję o niepodejmowaniu postępowania przeciwko profesorowi, sugerując manipulację prasową dotyczącą oceny jego poglądów, nikt z "Wyborczej" nie przeprosił prof. Bendera. Zaczęła się zaś nowa nagonka, tym razem na lustrację.
Aby ustawa lustracyjna odnalazła swój rzeczywisty sens, musi być czym prędzej uzupełniona ustawą dekomunizacyjną. Zeznający w procesach lustracyjnych byli UB-ecy powinni sami jak najszybciej stanąć przed sądem, a dawni PZPR-owscy politycy utracić wpływ na rządy w Polsce. Tego wymaga dobro Polski i zwykle poczucie sprawiedliwości.
Mieczysław Ryba
Kwaśniewskiego potępienia pozostałości narodowego egocentryzmu, zaściankowości, ksenofobii i poczucia dziejowej misji, haseł poloncentrycznych

Aleksander Kwaśniewski (PZPR), od 1995 r. prezydent RP, który sfałszował swoje wykształcenie. W 1989 roku ulubieniec lobby OKP na czele z Adamem Michnikiem, i lansowany przez nie jako główny partner przyszłych porozumień z lewicą OKP. Wdzięczny Kwaśniewski deklarował w ramach ankiety, przeprowadzonej wśród polityków, na kogo głosowałby najchętniej poza swoją partią: W pierwszej kolejności głosowałbym na Adama Michnika, ale tylko wówczas, gdyby założył coś własnego (...). To co Michnik myśli i jak myśli, odpowiada mi najbardziej - jako obywatelowi i jako politykowi (...). ("Gazeta Wyborcza" z 21 czerwca 1991). Wśród poglądów szczególnie bliskich Michnikowi znajdujemy tak mocno akcentowane przez Kwaśniewskiego potępienia pozostałości narodowego egocentryzmu, zaściankowości, ksenofobii i poczucia dziejowej misji, haseł poloncentrycznych i hurrapatriotycznych emocji (z obszernego dwukolumnowego artykułu A.Kwaśniewskiego na łamach "Gazety Wyborczej" z 1 lipca 1996).
W 1995 roku Kwaśniewski należał do pierwszych polskich polityków, którzy wystąpili z publicznym potępieniem kilku zdań księdza prałata Henryka Jankowskiego, dziś jak wiadomo spreparowanych przez "Gazetę Wyborczą".
Aleksander Kwaśniewski udziela zdumiewających rad władzom w Berlinie. DZIENNIK opisuje wywiad byłego prezydenta dla niemieckiego wydania pisma "Vanity

Aleksander Kwaśniewski udziela zdumiewających rad władzom w Berlinie. DZIENNIK opisuje wywiad byłego prezydenta dla niemieckiego wydania pisma "Vanity Fair". Mówi tam wprost, że z Polską będzie trzeba ostrzej postępować, jeśli wybory wygra PiS i nie zmieni swojej polityki wobec Niemiec. Czy taki atak nie jest zdradą polskich interesów?
Dotąd żaden z polskich polityków nie posunął się do tego, aby sugerować obcemu państwu zaostrzanie kursu wobec własnego kraju. Kwaśniewski przekroczył wszelkie granice.
Strategię rządu PiS wobec sąsiadów zza Odry określił Kwaśniewski "diabelnie złym pomysłem" i "kursem na prowokację". Były prezydent chwali też Angelę Merkel za to, że do tej pory nie uległa prowokacjom Warszawy. Ale zaraz też radzi: Gdyby po wyborach Kaczyńscy mieli pozostać u władzy, Niemcy powinny się zastanowić, czy nie zaostrzyć kursu.
"Trzeba będzie wtedy inaczej reagować na te ataki" - przekonuje były prezydent Polski w wywiadzie dla kobiecego magazynu, który wczoraj trafił do kiosków w Niemczech.
Wielu polskich polityków krytykowało już w zagranicznej prasie sytuację w Polsce. Ale Kwaśniewski posunął się dalej - choć to właśnie jego jako byłego prezydenta obowiązuje szczególna odpowiedzialność za słowa wygłaszane na arenie międzynarodowej.
"Angela Merkel jest o wiele bardziej doświadczona niż Kwaśniewski. Rad nie potrzebuje" - kwituje Zdzisław Najder, były dyrektor Radia Wolna Europa. "Jestem zaskoczony, że takie słowa padły właśnie z ust Kwaśniewskiego".
Berlin chłodno przyjął rady polskiego byłego prezydenta. "Współpraca polsko-niemiecka jest dziś bardzo bliska i Niemcy nie widzą potrzeby wprowadzania jakichkolwiek zmian. Rząd Republiki Federalnej prowadzi wobec Polski politykę wyciągniętej ręki i tak pozostanie bez względu na to, kto będzie rządził w Polsce" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik ambasady RFN w Warszawie John Reyels.
Po wypowiedzi Kwaśniewskiego wyjątkowa konsternacja zapanowała w polskim MSZ. "To jest działanie wbrew państwu polskiemu. Tylko rozłożyć ręce z ubolewaniem" - uważa rzecznik ministerstwa Robert Szaniawski, zamiast zająć się wszczęciem postępowania karnego o zdradę interesu narodowego przeciwko Kwaśniewskiemu.
Nie mniej oburzony jest Wiesław Chrzanowski. "Nawet w PRL prymas Wyszyński unikał pewnych wypowiedzi za granicą" - mówi.
Również Andrzej Olechowski, były szef MSZ, nie znajduje usprawiedliwienia: "Polska została dość poważnie skrzywdzona przez obecny rząd, ale udzielanie innym krajom rad, jak mają z nami postępować, jest niestosowne".
Rady dla Berlina, jak postępować z Polską, to nie jedyne kontrowersyjne fragmenty wywiadu w "Vanity Fair". Były prezydent twierdzi w nim także, że upadek polskiej demokracji to realna groźba. Rząd Jarosława Kaczyńskiego "niszczy bowiem standardy polityki i buduje swoją pozycję na strachu, wypycha za granicę ludzi młodych i dynamicznych, polega na tajnych służbach i tropieniu obywateli".
I nawet za granicą wypowiedź Kwaśniewskiego budzi zdumienie. "To jest igranie z ogniem. To jakby prezydent uznał, że sytuacja w Polsce jest na tyle katastrofalna, że potrzebna jest pomoc Niemiec" - przyznaje Dominique Moisi, do niedawna dyrektor Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
Kancelaria prezydenta oburzona wywiadem Kwaśniewskiego

Kancelaria prezydenta oburzona wywiadem Kwaśniewskiego
jg, cheko, IAR, PAP2007-09-07, ostatnia aktualizacja 2007-09-07 13:11
Kancelaria Prezydenta RP jest oburzona wypowiedzią Aleksandra Kwaśniewskiego dla niemieckiego wydania magazynu "Vanity Fair". - Jest ona wysoce niestosowna i nie licuje z godnością urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, który Aleksander Kwaśniewski sprawował przez dziesięć lat. Słowa byłego Prezydenta szkodzą zarówno wizerunkowi Polski w świecie, jak i budowaniu partnerskich relacji między Polską a Niemcami - głosi oświadczenie Kancelarii.
Michał Kamiński
ZOBACZ WIDEOKalisz: Kaczyńscy mają własny interes... narodowy
Kwaśniewski o swoim wywiadzie dla "Vanity Fair" (07-09-07, 13:46)
Kwaśniewski dla "Vanity Fair" o polityce Kaczyńskich wobec Niemiec: Kurs prowokacji
- Jest rzeczą niedopuszczalną, by jakikolwiek polski obywatel, a tym bardziej były Prezydent, zachęcał obce państwo do agresywnej polityki przeciwko własnemu krajowi. Uważamy, że w zaistniałej sytuacji polska opinia publiczna ma prawo domagać się od Aleksandra Kwaśniewskiego wyjaśnień i przeprosin - napisał w oświadczeniu sekretarz stanu Michał Kamiński.
Chodzi o wywiad Aleksandra Kwaśniewskiego, w którym były prezydent mówił między innymi, że władze Niemiec będą musiały ostrzej postępować z Polską, jeśli wybory wygra PiS i nie zmieni swojej polityki wobec Niemiec.
Giertych: Prezydent jest zdrajcą
Słowa Kwaśniewskiego skrytykowała większość polityków. Zdaniem Romana Giertycha świadczą one o tym, że były prezydent jest zdrajcą. Według szefa LPR, wywiad jest skandaliczny i przypomina listy volksdeutschów.
Wałęsa: Nie wierzę, że Kwaśniewski to powiedział
- Nie wierzę, żeby Kwaśniewski to powiedział. Jaki on jest, taki jest, ale chyba nie mógł tego powiedzieć, dlatego, że tego nie wolno mówić, jeśli ktoś ma trochę patriotyzmu i przyzwoitości - powiedział w piątek b. prezydent Lech Wałęsa komentuje wywiad Aleksandra Kwaśniewskiego dla "Vanity Fair".
Według niego, Kwaśniewski udzielając wywiadu mógł być "zmęczony" i "nieprecyzyjny". "My tu możemy się prać nawet na krótko, ale nie można, żeby ktoś nam tu trzeci mieszał" - powiedział.
"Też nie lubię Kaczyńskich, ale to moja sprawa"
- Tutaj jest normalna demokracja, ułomna i niedobra. Ja też nie lubię Kaczyńskich, ale to jest moja sprawa, a nie Niemiec - dodał Wałęsa.
Kwaśniewski w wywiadzie zapewnił, że Polacy mają bardzo duży szacunek do Niemców. Poglądy Polaków a polityka kierownictwa kraju to "dwie zupełnie różne rzeczy" - zastrzegł.
Rokita: Wypowiedź Kwaśniewskiego była niemądra
Wypowiedź Kwaśniewskiego była też dziś krytykowana przez innych polityków. Poseł Jan Rokita z Platformy Obywatelskiej powiedział w Sygnałach Dnia, że wypowiedź Kwaśniewskiego była "niemądra". Jan Rokita wyraził opinię, że Kwaśniewski w swej zapalczywości stracił poczucie zdrowego rozsądku.
Dodał, że każdy, kto uczył się historii Polski, zna określenia zachowań, które wiążą się z doradzaniem sąsiadom działań przeciwko własnemu krajowi. Zdaniem Rokity, Aleksander Kwaśniewski nieopatrznie wpisał się w to dziedzictwo.
Gosiewski: Kwaśniewski nie zabiega o polskie interesy narodowe
Inny gość Sygnałów Dnia, szef Kontrwywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz powiedział, że słowa Kwaśniewskiego godzą w polskie interesy. Jego zdaniem zachowanie byłego prezydenta potwierdza opinię, że są w Polsce politycy "gotowi działać na zewnątrz przeciwko polskiej racji stanu". Według Macierewicza dobrze, że Polacy poznali sposób uprawiania polityki skierowanej przeciwko interesom Polski.
Zdaniem wicepremiera Przemysława Gosiewskiego, który był gościem Salonu Politycznego Trójki, Kwaśniewski należy do obozu reprezentującego miękką politykę wobec Niemiec i nie zabiegającego o polskie interesy narodowe.
Tusk: Polski polityk nie powinien tak mówić
- Polski polityk nie powinien mówić takich rzeczy; to koszmarna, nie znajdująca usprawiedliwienia wypowiedź - tak szef PO Donald Tusk odniósł się do wywiadu b. prezydenta.
Tusk powiedział w piątek dziennikarzom w Sejmie, że Kwaśniewski "nie ma żadnego prawa mówić takich słów".
Jak dodał, jest zaskoczony wypowiedzią b. prezydenta, bo - według niego - Kwaśniewskiego, przy bardzo wielu wadach, cechowała "taka roztropność".
- On jednak sprawiał wrażenie człowieka dość zrównoważonego i starającego się ważyć słowa. Więc ta dość koszmarna wypowiedź nie znajduje usprawiedliwienia, a ja nie znajduję jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia - powiedział szef PO.
Kwaśniewski dla ''Vanity Fair''
Kwaśniewski doradza Niemcom co zrobić z Polską
Kwaśniewski doradza Niemcom co zrobić z Polską
Autor: Gość: Zbędnydlaregionu
Rolexander w wywiadzie, którego udzielił Vanity Fair oczywiście
skrytykował politykę wobec Niemiec, którą realizuje PiS. W sumie, w
tym ciągu wywiadów za granicą jakby tutejszych pism było mało, to
nic szczególnego ale zauważcie co doradza Kwaśniewski na okoliczność
gdyby to Kaczyńscy wygrali jednak te wybory :
"Jeżeli jednak Kaczyńscy wygrają następne wybory i będą kontynuowali
dotychczasową politykę, to Berlin powinien przemyśleć swoją
powściągliwość. Wtedy należy na te ataki zareagować inaczej" -
powiedział."
Autor: Gość: EA
Czy ten pokomunistyczny chochoł wie w ogóle co to jest "polska racja stanu" ?
Autor: Gość: Zbędny IP:
Ładny kawałek czasu temu tzw targowiczanie pisemnie (listy są w
muzeach) krytykowali zmiany jakie na ówczas zachodziły w I RP i
wzywali Katarzynę o podjęcie energiczych kroków przeciw temu co
wyprawia obóz patriotyczny.
Autor: Gość: Agelasta
Od razu mi to przyszło do głowy. Ale nie oburzajmy się, postawa tego
pana była zawsze oczywista.
Autor: Gość: Zbędnydlaregionu
Rolexander w wywiadzie, którego udzielił Vanity Fair oczywiście
skrytykował politykę wobec Niemiec, którą realizuje PiS. W sumie, w
tym ciągu wywiadów za granicą jakby tutejszych pism było mało, to
nic szczególnego ale zauważcie co doradza Kwaśniewski na okoliczność
gdyby to Kaczyńscy wygrali jednak te wybory :
"Jeżeli jednak Kaczyńscy wygrają następne wybory i będą kontynuowali
dotychczasową politykę, to Berlin powinien przemyśleć swoją
powściągliwość. Wtedy należy na te ataki zareagować inaczej" -
powiedział."
Autor: Gość: EA
Czy ten pokomunistyczny chochoł wie w ogóle co to jest "polska racja stanu" ?
Autor: Gość: Zbędny IP:
Ładny kawałek czasu temu tzw targowiczanie pisemnie (listy są w
muzeach) krytykowali zmiany jakie na ówczas zachodziły w I RP i
wzywali Katarzynę o podjęcie energiczych kroków przeciw temu co
wyprawia obóz patriotyczny.
Autor: Gość: Agelasta
Od razu mi to przyszło do głowy. Ale nie oburzajmy się, postawa tego
pana była zawsze oczywista.
"Zdrajca" - burza po wywiadzie Kwaśniewskiego

"Zdrajca" - burza po wywiadzie Kwaśniewskiego
Politycy krytykują wywiad Aleksandra Kwaśniewskiego dla niemieckiego wydania magazynu "Vanity Fair". Były prezydent zasugerował w nim, że jeśli PiS wygra wybory i nie zmieni swojej polityki wobec Niemiec, to władze w Berlinie powinny zaostrzyć politykę wobec naszego kraju.
Szef Ligi Polskich Rodzin Roman Giertych uważa, że słowa Kwaśniewskiego świadczą o tym, że jest on zdrajcą. Według szefa Ligi, wywiad jest skandaliczny i przypomina listy volksdeutschów.
Lech Wałęsa uważa, że Kwaśniewski zirytował się i dał się podejść dziennikarzowi. - Nie wolno takich rzeczy robić. Aż mi się nie chce wierzyć, że coś takiego zrobił - powiedział były prezydent w wywiadzie dla "Dziennika".REKLAMA Czytaj dalej
Poseł Jan Rokita z Platformy Obywatelskiej powiedział, że wypowiedź Kwaśniewskiego była "niemądra". Jan Rokita wyraził opinię, że Kwaśniewski w swej zapalczywości stracił poczucie zdrowego rozsądku. Dodał, że każdy, kto uczył się historii Polski, zna określenia zachowań, które wiążą się z doradzaniem sąsiadom działań przeciwko własnemu krajowi. Zdaniem Rokity, Aleksander Kwaśniewski nieopatrznie wpisał się w to dziedzictwo.
Szef Kontrwywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz powiedział, że słowa Kwaśniewskiego godzą w polskie interesy. Jego zdaniem zachowanie byłego prezydenta potwierdza opinię, że są w Polsce politycy "gotowi działać na zewnątrz przeciwko polskiej racji stanu". Według Macierewicza dobrze, że Polacy poznali sposób uprawiania polityki skierowanej przeciwko interesom Polski.
Zdaniem wicepremiera Przemysława Gosiewskiego, Kwaśniewski należy do obozu reprezentującego miękką politykę wobec Niemiec i nie zabiegającego o polskie interesy narodowe.
W wywiadzie Aleksander Kwaśniewski powiedział również, że strategia rządu PiS wobec sąsiadów zza Odry jest "diabelnie złym pomysłem" i "kursem na prowokację". Były prezydent pochwalił też Angelę Merkel za to, że - jak powiedział - do tej pory nie uległa prowokacjom Warszawy.
Kwaśniewski przeciwny październikowym wyborom

Kwaśniewski przeciwny październikowym wyborom
PAP 22:35
Aleksander Kwaśniewski
(fot. AFP)
Były prezydent, szef Rady Programowej LiD Aleksander Kwaśniewski jest przeciwny ewentualnemu październikowemu terminowi wyborów parlamentarnych. Jego zdaniem, byłoby to granie "wedle partytury PiS". Według niego, przed wcześniejszymi wyborami do Sejmu i Senatu powinny powstać komisje śledcze.
Dziwię się, że wszyscy tak łatwo godzą się na termin 21 października. Widać nierównowagę, która grozi zamazaniem wyniku wyborczego. Jedna i tylko jedna partia prowadzi kampanię - ocenił Kwaśniewski w "Magazynie" TVN24.
REKLAMA Czytaj dalej
Jak dodał, "partytura do wyborów październikowych została napisana przez Jarosława Kaczyńskiego". Dlaczego Donald Tusk chce grać i prowadzić kampanię według tej partytury - nie wiem - mówił Kwaśniewski. Zaznaczył, że "SLD może nieco tej partyturze przeszkodzić". Ale decyzja zapadnie 7 września - podkreślił.
Według zapowiedzi marszałka Sejmu Ludwika Dorna, 7 września głosowane będą złożone przez PiS, PO i SLD wnioski o skrócenie kadencji Sejmu.
Pytany o propozycję powstania komisji śledczych ws. akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa i okoliczności śmierci Barbary Blidy, były prezydent stwierdził, że opinii publicznej należy się wyjaśnienie zarzutów ministra Kaczmarka, wobec nie tylko ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, ale całego rządu Jarosława Kaczyńskiego.
Zdaniem Kwaśniewskiego, niezwykle ważne jest dążenie do tego, aby powstały komisje śledcze nawet gdyby miały one działać krótko. Partiom politycznym, poza PiS, należy się też czas na przygotowanie dojrzałej kampanii wyborczej.
Dopytywany o ewentualne listy wyborcze koalicji Lewica i Demokraci, Kwaśniewski stwierdził, że według niego, nie powinien się na nich znaleźć b. premier Józef Oleksy. Dodał natomiast, że trwają rozmowy z innym były szefem rządu z lewicy Leszkiem Millerem. Według Kwaśniewskiego, nie wykluczone, że na pierwszym miejscu listy LiD w Warszawie znajdzie się lider SdPl Marek Borowski.
Pytany o szefa Stowarzyszenia "Ordynacka" Włodzimierza Czarzastego, były prezydent podkreślił, że ze względu na emocje, jakie wywołują takie kandydatury, jego zdaniem "należy ich unikać". Dodał, że jest to utalentowany człowiek, za którym ciągnie się niewyjaśniona do końca historia, która jest wielkim obciążeniem.
Czarzasty, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, był wielokrotnie przesłuchiwany przez komisję śledczą ds. afery Rywina. Został zaliczony do tzw. grupy trzymającej władzę. (mł)
Prokuratura prześwietli Kwaśniewskiego i syna Millera

Prokuratura prześwietli Kwaśniewskiego i syna Millera
ŚLEDZTWO W SPRAWIE MAJĄTKU BYŁEGO PREZYDENTA I SYNA BYŁEGO PREMIERA
Prokuratura sprawdzi Kwaśniewskiego i syna Millera
TVN24Sprawę pochodzenia majątku Aleksandra Kwaśniewskiego oraz domniemanych korupcyjnych kontaktów syna Leszka Millera zbadają prokuratury w Warszawie i Katowicach - donosi "Rzeczpospolita".
Są to jak na razie jedyne dwa wątki, które będą badane po analizie tzw. taśm Oleksego, nagranych we wrześniu 2006 roku przez ochronę znanego biznesmena Aleksandra Gudzowatego.
"Rz" informuje, że Prokuratura Apelacyjna w Katowicach będzie prowadzić śledztwo w sprawie źródeł pochodzenia majątku Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich, który zgromadzili, gdy byli parą prezydencką. Będzie wnikliwie badać ich stan posiadania i porównywać z dochodami, jakie osiągnęli z różnych źródeł, m.in. honorariów za wykłady Kwaśniewskiego.
Według informacji "Rz", śledczy będą porównywać stan majątkowy z oświadczeniami majątkowymi składanymi w czasie, kiedy Aleksander Kwaśniewski był prezydentem. Prokuratura będzie je porównywać z zeznaniami podatkowymi z urzędu skarbowego. Badane będą również rejestry korzyści, jakie prezenty i od kogo dostawali państwo Kwaśniewscy, a przede wszystkim w jaki sposób i za ile kupili nieruchomości.
"Postępowanie będzie prowadzone w sprawie. Na tym etapie nie jesteśmy w stanie powiedzieć, kogo będziemy przesłuchiwać" podkreśla Tomasz Janeczek, szef katowickiej apelacji.
Sprawa Leszka Millera juniora przypadła Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie. "W jednej z zarejestrowanych prywatnych rozmów poruszone zostały kwestie bezpośrednio związane z przedmiotem prowadzonego w Prokuraturze Apelacyjnej postępowania. Józef Oleksy wspomniał również kilku wydarzeniach niemających bezpośredniego związku ze śledztwem, ale mogących wskazywać na uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa" - informuje "Rz" prokurator Jacek Mularzuk.
Chodzi o fragment rozmowy, w którym Oleksy mówił o podejrzanych kontaktach syna premiera Millera zwanego przez niego Młodym. "W każdym razie rzecz idzie o to, kto powiedział, że Młody bierze. Bo to, że bierze, to chodziło powszechnie, że nagabuje, że jest natrętny" - mówił Oleksy.
Prokurator Mularzuk nie wyklucza, że w czasie dalszych czynności zostaną przesłuchani jedni z najbogatszych Polaków: Jan Kulczyk, Ryszard Krauze i Jerzy Starak.
Skrucha według Kwaśniewskiego
Skrucha według Kwaśniewskiego
Trwa debata na temat zadośćuczynienia - Bogu i ludziom - za mord w Jedwabnem. Oficjalne stanowisko zwolenników obecnego prezydenta brzmi: trzeba uznać prawdę, że wśród Polaków byli prócz bohaterów również tacy, jak uczestnicy jedwabińskiej zbrodni. Stanowiska Kwaśniewskiego nie naruszają nawet dokumenty uzupełniające i modyfikujące wiedzę na temat tej tragedii, poświadczające sprawstwo kierownicze niemieckich okupantów.
Tak więc obok męczeństwa świętego ojca Maksymiliana, obok ofiar generałów Roweckiego i Okulickiego, obok Stanisława Piaseckiego i Mieczysława Niedziałkowskiego, obok Wacława Bojarskiego, Andrzeja Trzebińskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i Tadeusza Gajcego - obok nich wszystkich mają być postawieni uczestnicy lokalnego mordu. Byli tacy i tacy. Dla przywódców SLD Polacy to Naród męczenników i oprawców, bohaterów i morderców. Nawet jeśli nie po prostu morderców, to - "i morderców".
Ta odpychająca logika, do której odwołuje się najpopularniejsza dziś w Polsce partia, świadczy o kryzysie naszego życia narodowego. Przyjmujemy zarzuty wobec naszego Narodu, które byłyby niedopuszczalne wobec żadnego innego. Bo kto dziś obarcza w Polsce Rosję czy Ukrainę (jako narody!) winą za zbrodnie popełnione na Polakach w latach 40.? Na początku lat 90. sam mówiłem w Sejmie, że nie można obwiniać o zło komunizmu Rosji jako takiej, gdyż jest to kraj, który pierwszy padł ofiarą komunizmu. W tym samym czasie z trybuny parlamentarnej mówiłem również, że nie mamy żalu do Ukraińców o to, że ich ruch narodowy wybrał w latach wojny orientację polityczną przeciwną do naszej, ale o konkretne zbrodnie, jakie wtedy na Polakach popełniono.
Bliscy współpracownicy obecnego prezydenta okazali się uczestnikami antyżydowskiej nagonki w '68 roku. Cóż w tym dziwnego, skoro tę samą politykę o wiele aktywniej realizował Wojciech Jaruzelski, dla którego Kwaśniewski nigdy nie krył uznania i podziwu. Był czas nagonek, jest czas przeprosin. Jest też kozioł ofiarny - nasz Naród, na który zawsze łatwo można zrzucać konkretną odpowiedzialność konkretnych ludzi, nawet tych, którzy otwarcie sprzeniewierzyli się Polsce. Przypomnijmy też, że Kwaśniewski przepraszał już w Izraelu za wewnątrzpartyjną nagonkę antyżydowską i to przepraszał w imieniu Polski. Warto zapytać dlaczego? Dlaczego przepraszał w imieniu ludzi i środowisk politycznych, które nie mają w swym gronie żadnych sprawców i uczestników tamtych komunistycznych kampanii, podczas gdy Kwaśniewski ma ich po prostu w swoim gabinecie? Dlaczego nie powiedział konkretnie - że to on sam ma do tych przeprosin więcej powodów niż ogromna większość Polaków? Dlaczego obarczał Naród - choć raczej powinien, jako prezydent, bronić honoru Polski, jako członek nomenklatury PZPR - przyjąć cząstkę odpowiedzialności na siebie.
Tak modne dziś przepraszanie za winy zbiorowe, rzadko się bowiem łączy z uznaniem jakiejkolwiek własnej, a więc większej od innych, odpowiedzialności. Gdy przed paru laty zasłużony przywódca opozycji niepodległościowej, Leszek Moczulski, przypomniał w Sejmie, jak Polacy czytali skrót PZPR - Płatni Zdrajcy, Pachołki Rosji - wówczas kierujący tym klubem Aleksander Kwaśniewski nie mówił swym towarzyszom, że trzeba z pokorą przyjąć i tę cząstkę prawdy. Bo nawet jeśli oni sami poczuli się osobiście zranieni - to przecież prawda jest właśnie taka, że "byli również i tacy" - płatni zdrajcy, pachołki Rosji. Wówczas zamiast skruchy i pokory, zamiast oczyszczającego przyjęcia na siebie cudzych (?) grzechów, klub SLD pobiegł na skargę do sądu i stary niepodległościowy polityk był w wolnej Polsce sądzony za to, co Polacy myśleli o kolaborantach w czasach komunistycznej niewoli. Dotknęło to wówczas człowieka, który spędził kilka lat w więzieniu bynajmniej nie stalinowskim, ale właśnie wtedy, gdy Kwaśniewski i jego koledzy inaugurowali swoje znakomite partyjne kariery.
Istnieją moralne powinności narodów. Jedną z nich jest ściganie przestępstw i zapobieganie ich popełnianiu. Także ich potępienie; również potępianie postaw, które prowadzą do ludzkiej krzywdy, czy tym bardziej do zbrodni.
Rzecz w tym, że skrucha obecnego prezydenta nie ma żadnej wiarygodności moralnej. Po prostu dlatego, że nie ma w niej nic osobistego.
Marek Jurek
Marek Jurek, Nasz Dziennik, 2001-03-29
Trwa debata na temat zadośćuczynienia - Bogu i ludziom - za mord w Jedwabnem. Oficjalne stanowisko zwolenników obecnego prezydenta brzmi: trzeba uznać prawdę, że wśród Polaków byli prócz bohaterów również tacy, jak uczestnicy jedwabińskiej zbrodni. Stanowiska Kwaśniewskiego nie naruszają nawet dokumenty uzupełniające i modyfikujące wiedzę na temat tej tragedii, poświadczające sprawstwo kierownicze niemieckich okupantów.
Tak więc obok męczeństwa świętego ojca Maksymiliana, obok ofiar generałów Roweckiego i Okulickiego, obok Stanisława Piaseckiego i Mieczysława Niedziałkowskiego, obok Wacława Bojarskiego, Andrzeja Trzebińskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i Tadeusza Gajcego - obok nich wszystkich mają być postawieni uczestnicy lokalnego mordu. Byli tacy i tacy. Dla przywódców SLD Polacy to Naród męczenników i oprawców, bohaterów i morderców. Nawet jeśli nie po prostu morderców, to - "i morderców".
Ta odpychająca logika, do której odwołuje się najpopularniejsza dziś w Polsce partia, świadczy o kryzysie naszego życia narodowego. Przyjmujemy zarzuty wobec naszego Narodu, które byłyby niedopuszczalne wobec żadnego innego. Bo kto dziś obarcza w Polsce Rosję czy Ukrainę (jako narody!) winą za zbrodnie popełnione na Polakach w latach 40.? Na początku lat 90. sam mówiłem w Sejmie, że nie można obwiniać o zło komunizmu Rosji jako takiej, gdyż jest to kraj, który pierwszy padł ofiarą komunizmu. W tym samym czasie z trybuny parlamentarnej mówiłem również, że nie mamy żalu do Ukraińców o to, że ich ruch narodowy wybrał w latach wojny orientację polityczną przeciwną do naszej, ale o konkretne zbrodnie, jakie wtedy na Polakach popełniono.
Bliscy współpracownicy obecnego prezydenta okazali się uczestnikami antyżydowskiej nagonki w '68 roku. Cóż w tym dziwnego, skoro tę samą politykę o wiele aktywniej realizował Wojciech Jaruzelski, dla którego Kwaśniewski nigdy nie krył uznania i podziwu. Był czas nagonek, jest czas przeprosin. Jest też kozioł ofiarny - nasz Naród, na który zawsze łatwo można zrzucać konkretną odpowiedzialność konkretnych ludzi, nawet tych, którzy otwarcie sprzeniewierzyli się Polsce. Przypomnijmy też, że Kwaśniewski przepraszał już w Izraelu za wewnątrzpartyjną nagonkę antyżydowską i to przepraszał w imieniu Polski. Warto zapytać dlaczego? Dlaczego przepraszał w imieniu ludzi i środowisk politycznych, które nie mają w swym gronie żadnych sprawców i uczestników tamtych komunistycznych kampanii, podczas gdy Kwaśniewski ma ich po prostu w swoim gabinecie? Dlaczego nie powiedział konkretnie - że to on sam ma do tych przeprosin więcej powodów niż ogromna większość Polaków? Dlaczego obarczał Naród - choć raczej powinien, jako prezydent, bronić honoru Polski, jako członek nomenklatury PZPR - przyjąć cząstkę odpowiedzialności na siebie.
Tak modne dziś przepraszanie za winy zbiorowe, rzadko się bowiem łączy z uznaniem jakiejkolwiek własnej, a więc większej od innych, odpowiedzialności. Gdy przed paru laty zasłużony przywódca opozycji niepodległościowej, Leszek Moczulski, przypomniał w Sejmie, jak Polacy czytali skrót PZPR - Płatni Zdrajcy, Pachołki Rosji - wówczas kierujący tym klubem Aleksander Kwaśniewski nie mówił swym towarzyszom, że trzeba z pokorą przyjąć i tę cząstkę prawdy. Bo nawet jeśli oni sami poczuli się osobiście zranieni - to przecież prawda jest właśnie taka, że "byli również i tacy" - płatni zdrajcy, pachołki Rosji. Wówczas zamiast skruchy i pokory, zamiast oczyszczającego przyjęcia na siebie cudzych (?) grzechów, klub SLD pobiegł na skargę do sądu i stary niepodległościowy polityk był w wolnej Polsce sądzony za to, co Polacy myśleli o kolaborantach w czasach komunistycznej niewoli. Dotknęło to wówczas człowieka, który spędził kilka lat w więzieniu bynajmniej nie stalinowskim, ale właśnie wtedy, gdy Kwaśniewski i jego koledzy inaugurowali swoje znakomite partyjne kariery.
Istnieją moralne powinności narodów. Jedną z nich jest ściganie przestępstw i zapobieganie ich popełnianiu. Także ich potępienie; również potępianie postaw, które prowadzą do ludzkiej krzywdy, czy tym bardziej do zbrodni.
Rzecz w tym, że skrucha obecnego prezydenta nie ma żadnej wiarygodności moralnej. Po prostu dlatego, że nie ma w niej nic osobistego.
Marek Jurek
Marek Jurek, Nasz Dziennik, 2001-03-29
Czy Kwaśniewski wie lepiej?
Czy Kwaśniewski wie lepiej?
Niegodne prezydenta Rzeczpospolitej wystąpienie A. Kwaśniewskiego w Jedwabnem kolejny raz potwierdziło, jak słuszne było wystąpienie przeciw niemu na drogę pozwu sądowego przez posła Antoniego Macierewicza. Przypomnijmy tu, że wcześniej, 2 marca 2001 roku, Kwaśniewski w wywiadzie dla izraelskiej gazety "Jedijot Achronot" mówił: "To było ludobójstwo dokonane przez Polaków z Jedwabnego na ich żydowskich sąsiadach". Znamienny jest fakt, że Kwaśniewski jest zawsze skory do bicia się gromko w piersi za rzekome polskie zbrodnie, byle odwrócić uwagę od prawdziwych zbrodni dokonanych przez komunistyczną formację z której sam się wywodzi. Warto jednak zapytać: dlaczego ten sam prezydent nigdy nie zdobył się na konkretne napiętnowanie tak licznych dziś w świecie przejawów oszczerczego antypolonizmu, tak niebezpiecznych dla Polski? Dlaczego w przemówieniu w Jedwabnem nie zdobył się na przypomnienie rozmiarów zbrodni popełnionych w czasie wojny na Polakach przez okupantów niemieckich, żołdaków sowieckich i NKWD-ystów rosyjskiego i żydowskiego pochodzenia, ludobójców ukraińskich (szerzej opiszę te sprawy w następnym numerze "Głosu"). Tu przypomnę tylko, że Kwaśniewski przypisując Polakom odpowiedzialność za mord 150-250 Żydów w Jedwabnem równocześnie zapomniał o braku żydowskich przeprosin za mord 300 Polaków w Koniuchach, stukilkudziesięciu Polaków w Nalibokach, wymordowanie 1.500 zniemczonych Ślązaków i Polaków w Świętochłowicach pod nadzorem Salomona Morela, wymordowanie tysięcy najlepszych polskich patriotów przez żydowskich katów spod znaku Bermana, Fejgina, Różańskiego, Romkowskiego, Światły, Wolińskiej i Stefana Michnika. Kwaśniewski zapomniał, że właśnie na czas od 10 do 20 lipca przypada kolejna ponura rocznica wymordowania dziesiątków tysięcy Polaków przez zbrodniczych ludobójców ukraińskich w lipcu 1943 roku. Przypomnę choćby, za źródłową książką E. i W. Siemaszków, o wymordowaniu 12 lipca 1943 roku 260 Polaków we wsi Zagaje, czy wymordowanie około 500 Polaków we wsiach Kołodno Lisowszczyzna i Kołodno Siedlisko 14 lipca 1943 roku. I tych i innych rzeziach prezydent RP Kwaśniewski jakoś nie chce pamiętać, ani nie chce wyrazić publicznie życzenia ukarania ich morderców.
Kwaśniewski wystąpił z publicznymi przeprosinami w Jedwabnem, mimo mnożących się dowodów kłamstw Grossa i przytłaczających dowodów niemieckiej roli w mordzie jedwabneńskim. Wystąpił z publicznymi przeprosinami pomimo faktu, że przeważająca część uczestników sondaży przeciwstawiała się takim przeprosinom jako nie mającym żadnego uzasadnienia. Przypomnijmy tu, że nawet Maciej Łukasiewicz, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", a więc dziennika, który początkowo poparł w całej rozciągłości antypolskie oszczerstwa Grossa, stwierdził na łamach swojej gazety (wydanie z 10 lipca 2001), iż "III Rzeczypospolita nie ponosi odpowiedzialności za to, co się działo na terenach okupowanych przez III Rzeszę (...)". Przypomnijmy, że dzień wcześniej - 9 lipca na łamach tejże samej "Rzeczpospolitej" ukazał się obszerny artykuł profesora Michała Wojciechowskiego "Żal bez winy", jednoznacznie dowodzący, że: "(...) nie ma żadnej racji, by oficjalny przedstawiciel państwa polskiego przepraszał za Jedwabne, gdyż w ten sposób sprawia wrażenie, że Polska jest współwinna (mógłby to ewentualnie uczynić przedstawiciel Niemiec, faktycznej władzy!). Co więcej, sprawa moralnej odpowiedzialności zupełnie nie leży w kompetencji władz państwowych, choć tak się im wydaje. Prezydent został wybrany na głowę państwa i także przez przeciwników politycznych powinien być w tej funkcji respektowany. Natomiast nie został wybrany na moralnego mentora obywateli i próba dyktowania odczuć moralnych, przeprosin itp. z jego strony byłaby bezzasadnym roszczeniem. Próba objęcia takiej roli bierze się zapewne stąd, że dzisiejsze państwo w ogóle ma zapędy etatystyczne, a nawet totalitarne, to znaczy chce objąć całość życia". Godny uwagi w tym kontekście jest fakt, że od idei przeprosin wyraźnie odciął się między innymi jeden z najgłośniejszych naukowców bliskich SLD - profesor Bronisław Łagowski, pisząc w lewicowym "Przeglądzie" z 2 lipca 2001 pt.: "O winie narodowej", iż: "Chciałbym uzyskać wyjaśnienia, na jakiej podstawie opiera się obwinianie całego narodu za zbrodnie popełnione przez dających się zidentyfikować osobników, przez ten naród nie szanowanych, lub przez organizacje, które narodu nie reprezentowały? Czesław Miłosz pisał w "Rodzinnej Europie": "Odpowiedzialność zbiorowa to zbrodnia". W tych słowach autor zawarł istotę mądrości, jaką Europejczycy zdobyli olbrzymim kosztem rewolucji klasowej i wojen między narodami. Ocenił XX-wieczne ideologie (nacjonalizm, rasizm, komunizm) usiłujące scalić jednostki w kolektywną jaźń".
Przypomnijmy tu, że przeważająca część historyków zabierająca głos w debacie wokół książki Grossa jednoznacznie polemizowała z jego kłamstwami, polegającymi na przypisywaniu zbrodni w Jedwabnem Polakom, przy równoczesnym zacieraniu roli Niemców. Kwaśniewski postępuje dokładnie odwrotnie w tej sprawie. Już w początkowym okresie śledztwa publicznie oskarżał Polaków o "ludobójstwo" w Jedwabnem, a i teraz w przemówieniu z 10 lipca faktycznie zacierał zbrodniczą rolę Niemców w Jedwabnem. Czy ten niedokształcony, o mało co magister, uważa się rzeczywiście za mądrzejszego, bardziej kompetentnego od profesorów - przy ustalaniu przebiegu zbrodni sprzed 60 laty?
Niegodne prezydenta Rzeczpospolitej wystąpienie A. Kwaśniewskiego w Jedwabnem kolejny raz potwierdziło, jak słuszne było wystąpienie przeciw niemu na drogę pozwu sądowego przez posła Antoniego Macierewicza. Przypomnijmy tu, że wcześniej, 2 marca 2001 roku, Kwaśniewski w wywiadzie dla izraelskiej gazety "Jedijot Achronot" mówił: "To było ludobójstwo dokonane przez Polaków z Jedwabnego na ich żydowskich sąsiadach". Znamienny jest fakt, że Kwaśniewski jest zawsze skory do bicia się gromko w piersi za rzekome polskie zbrodnie, byle odwrócić uwagę od prawdziwych zbrodni dokonanych przez komunistyczną formację z której sam się wywodzi. Warto jednak zapytać: dlaczego ten sam prezydent nigdy nie zdobył się na konkretne napiętnowanie tak licznych dziś w świecie przejawów oszczerczego antypolonizmu, tak niebezpiecznych dla Polski? Dlaczego w przemówieniu w Jedwabnem nie zdobył się na przypomnienie rozmiarów zbrodni popełnionych w czasie wojny na Polakach przez okupantów niemieckich, żołdaków sowieckich i NKWD-ystów rosyjskiego i żydowskiego pochodzenia, ludobójców ukraińskich (szerzej opiszę te sprawy w następnym numerze "Głosu"). Tu przypomnę tylko, że Kwaśniewski przypisując Polakom odpowiedzialność za mord 150-250 Żydów w Jedwabnem równocześnie zapomniał o braku żydowskich przeprosin za mord 300 Polaków w Koniuchach, stukilkudziesięciu Polaków w Nalibokach, wymordowanie 1.500 zniemczonych Ślązaków i Polaków w Świętochłowicach pod nadzorem Salomona Morela, wymordowanie tysięcy najlepszych polskich patriotów przez żydowskich katów spod znaku Bermana, Fejgina, Różańskiego, Romkowskiego, Światły, Wolińskiej i Stefana Michnika. Kwaśniewski zapomniał, że właśnie na czas od 10 do 20 lipca przypada kolejna ponura rocznica wymordowania dziesiątków tysięcy Polaków przez zbrodniczych ludobójców ukraińskich w lipcu 1943 roku. Przypomnę choćby, za źródłową książką E. i W. Siemaszków, o wymordowaniu 12 lipca 1943 roku 260 Polaków we wsi Zagaje, czy wymordowanie około 500 Polaków we wsiach Kołodno Lisowszczyzna i Kołodno Siedlisko 14 lipca 1943 roku. I tych i innych rzeziach prezydent RP Kwaśniewski jakoś nie chce pamiętać, ani nie chce wyrazić publicznie życzenia ukarania ich morderców.
Kwaśniewski wystąpił z publicznymi przeprosinami w Jedwabnem, mimo mnożących się dowodów kłamstw Grossa i przytłaczających dowodów niemieckiej roli w mordzie jedwabneńskim. Wystąpił z publicznymi przeprosinami pomimo faktu, że przeważająca część uczestników sondaży przeciwstawiała się takim przeprosinom jako nie mającym żadnego uzasadnienia. Przypomnijmy tu, że nawet Maciej Łukasiewicz, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", a więc dziennika, który początkowo poparł w całej rozciągłości antypolskie oszczerstwa Grossa, stwierdził na łamach swojej gazety (wydanie z 10 lipca 2001), iż "III Rzeczypospolita nie ponosi odpowiedzialności za to, co się działo na terenach okupowanych przez III Rzeszę (...)". Przypomnijmy, że dzień wcześniej - 9 lipca na łamach tejże samej "Rzeczpospolitej" ukazał się obszerny artykuł profesora Michała Wojciechowskiego "Żal bez winy", jednoznacznie dowodzący, że: "(...) nie ma żadnej racji, by oficjalny przedstawiciel państwa polskiego przepraszał za Jedwabne, gdyż w ten sposób sprawia wrażenie, że Polska jest współwinna (mógłby to ewentualnie uczynić przedstawiciel Niemiec, faktycznej władzy!). Co więcej, sprawa moralnej odpowiedzialności zupełnie nie leży w kompetencji władz państwowych, choć tak się im wydaje. Prezydent został wybrany na głowę państwa i także przez przeciwników politycznych powinien być w tej funkcji respektowany. Natomiast nie został wybrany na moralnego mentora obywateli i próba dyktowania odczuć moralnych, przeprosin itp. z jego strony byłaby bezzasadnym roszczeniem. Próba objęcia takiej roli bierze się zapewne stąd, że dzisiejsze państwo w ogóle ma zapędy etatystyczne, a nawet totalitarne, to znaczy chce objąć całość życia". Godny uwagi w tym kontekście jest fakt, że od idei przeprosin wyraźnie odciął się między innymi jeden z najgłośniejszych naukowców bliskich SLD - profesor Bronisław Łagowski, pisząc w lewicowym "Przeglądzie" z 2 lipca 2001 pt.: "O winie narodowej", iż: "Chciałbym uzyskać wyjaśnienia, na jakiej podstawie opiera się obwinianie całego narodu za zbrodnie popełnione przez dających się zidentyfikować osobników, przez ten naród nie szanowanych, lub przez organizacje, które narodu nie reprezentowały? Czesław Miłosz pisał w "Rodzinnej Europie": "Odpowiedzialność zbiorowa to zbrodnia". W tych słowach autor zawarł istotę mądrości, jaką Europejczycy zdobyli olbrzymim kosztem rewolucji klasowej i wojen między narodami. Ocenił XX-wieczne ideologie (nacjonalizm, rasizm, komunizm) usiłujące scalić jednostki w kolektywną jaźń".
Przypomnijmy tu, że przeważająca część historyków zabierająca głos w debacie wokół książki Grossa jednoznacznie polemizowała z jego kłamstwami, polegającymi na przypisywaniu zbrodni w Jedwabnem Polakom, przy równoczesnym zacieraniu roli Niemców. Kwaśniewski postępuje dokładnie odwrotnie w tej sprawie. Już w początkowym okresie śledztwa publicznie oskarżał Polaków o "ludobójstwo" w Jedwabnem, a i teraz w przemówieniu z 10 lipca faktycznie zacierał zbrodniczą rolę Niemców w Jedwabnem. Czy ten niedokształcony, o mało co magister, uważa się rzeczywiście za mądrzejszego, bardziej kompetentnego od profesorów - przy ustalaniu przebiegu zbrodni sprzed 60 laty?
Kwaśniewski do Niemców: z Polską trzeba ostro
Kwaśniewski do Niemców: z Polską trzeba ostro
"Dziennik": Aleksander Kwaśniewski udziela rad władzom w Berlinie. Były prezydent udzielił wywiadu dla niemieckiego wydania pisma "Vanity Fair". Kwaśniewski mówi tam wprost, że z Polską będzie trzeba ostrzej postępować, jeśli wybory wygra PiS i nie zmieni swojej polityki wobec Niemiec.
Jak zaznacza "Dziennik" dotąd żaden z polskich polityków nie posunął się do tego, aby sugerować obcemu państwu zaostrzanie kursu wobec własnego kraju.
Strategię rządu PiS wobec sąsiadów zza Odry określił Kwaśniewski "diabelnie złym pomysłem" i "kursem na prowokację". Były prezydent chwali też Angelę Merkel za to, że do tej pory nie uległa prowokacjom Warszawy. Ale też radzi: Gdyby po wyborach Kaczyńscy mieli pozostać u władzy, Niemcy powinny się zastanowić, czy nie zaostrzyć kursu - czytamy w "Dzienniku".REKLAMA Czytaj dalej
Wielu polskich polityków krytykowało w zagranicznej prasie sytuację w Polsce. Ale Aleksander Kwaśniewski posunął się najdalej - choć to właśnie jego jako byłego prezydenta obowiązuje szczególna odpowiedzialność za słowa wygłaszane na arenie międzynarodowej - podsumowuje "Dziennik".
"Dziennik": Aleksander Kwaśniewski udziela rad władzom w Berlinie. Były prezydent udzielił wywiadu dla niemieckiego wydania pisma "Vanity Fair". Kwaśniewski mówi tam wprost, że z Polską będzie trzeba ostrzej postępować, jeśli wybory wygra PiS i nie zmieni swojej polityki wobec Niemiec.
Jak zaznacza "Dziennik" dotąd żaden z polskich polityków nie posunął się do tego, aby sugerować obcemu państwu zaostrzanie kursu wobec własnego kraju.
Strategię rządu PiS wobec sąsiadów zza Odry określił Kwaśniewski "diabelnie złym pomysłem" i "kursem na prowokację". Były prezydent chwali też Angelę Merkel za to, że do tej pory nie uległa prowokacjom Warszawy. Ale też radzi: Gdyby po wyborach Kaczyńscy mieli pozostać u władzy, Niemcy powinny się zastanowić, czy nie zaostrzyć kursu - czytamy w "Dzienniku".REKLAMA Czytaj dalej
Wielu polskich polityków krytykowało w zagranicznej prasie sytuację w Polsce. Ale Aleksander Kwaśniewski posunął się najdalej - choć to właśnie jego jako byłego prezydenta obowiązuje szczególna odpowiedzialność za słowa wygłaszane na arenie międzynarodowej - podsumowuje "Dziennik".
Na Kwaśniewskiego sypią się gromy
Na Kwaśniewskiego sypią się gromy
BYŁY PREZYDENT ZBIERA CIĘGI ZA WYWIAD DLA "VANITY FAIR"
Słowa Aleksandra Kwaśniewskiego zostały ostro skrytykowane
TVN24Gradem niepochlebnych komentarzy ze strony czołowych polityków posypał się na byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego za wywiad, w którym sugeruje, że Niemcy powinny postępować z Polską ostrzej, jeśli nadchodzące wybory wygra PiS.
- Wypowiedź Kwaśniewskiego świadczy o jego zdradzie - powiedział dziś w "Sygnałach Dnia" szef LPR Roman Giertych. - - Wywiad jest skandaliczny i przypomina mi listy volksdeutschów.
Po wypowiedzi Kwaśniewskiego konsternacja zapanowała także w polskim MSZ. - To jest działanie wbrew państwu polskiemu. Tylko rozłożyć ręce z ubolewaniem - uważa rzecznik ministerstwa Robert Szaniawski.
Dla europosła PiS Wojciecha Roszkowskiego wypowiedź Kwaśniewskiego dałoby się usprawiedliwić, gdyby nasz kraj należał do Trzeciego Świata. - Tam opozycja jest pozbawiona możliwości działania.
Na Zachodzie nie znam byłego przywódcy, który na łamach obcej prasy tak krytykuje własny rząd.
Europoseł Wojciech Roszkowski
Nie mniej oburzony jest Wiesław Chrzanowski. - Nawet w PRL prymas Wyszyński unikał pewnych wypowiedzi za granicą - mówi.
Również Andrzej Olechowski, były szef MSZ, nie znajduje usprawiedliwienia: - Polska została dość poważnie skrzywdzona przez obecny rząd, ale udzielanie innym krajom rad, jak mają z nami postępować, jest niestosowne.
Lechowi Wałęsie trudno jest uwierzyć, że Aleksander Kwaśniewski "coś takiego zrobił". Takie zachowanie jest niedopuszczalne, pokazuje bowiem Europie, że mamy luki i nie wszystko przemyśleliśmy.
Lech Wałęsa w wywiadzie dla "Dziennika"
Wałęsa sądzi jednak, że Niemcy rad Kwaśniewskiego nie posłuchają, bo rozumieją, że polska demokracja musi przez takie stadium przejść. - Ten błąd mógł też wynikać z chytrych pytań dziennikarza - uważa Wałęsa - A prócz tego, Kwaśniewski jest słaby politycznie i nie ma "węchu politycznego" - dodaje.
Także za granicą wypowiedź Kwaśniewskiego budzi zdumienie. - To jest igranie z ogniem. To jakby prezydent uznał, że sytuacja w Polsce jest na tyle katastrofalna, że potrzebna jest pomoc Niemiec - przyznaje Dominique Moisi, do niedawna dyrektor Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
W wywiadzie dla "Vanity Fair" były prezydent określił politykę braci Kaczyńskich wobec Niemiec jako "kurs prowokacji" i "diabelnie zły pomysł". "Gdyby po wyborach Kaczyńscy mieli pozostać u władzy, Niemcy powinny się zastanowić, czy nie zaostrzyć kursu wobec Polski - radzi Kwaśniewski. Zaleca też Berlinowi zredukować swoją "powściągliwość" wobec nas.
Jak zauważa "Dziennik", dotąd żaden z polskich polityków nie posunął się do tego, aby sugerować obcemu państwu zaostrzanie kursu wobec własnego kraju, choć wielu polityków krytykowało już w zagranicznej prasie sytuację w Polsce.
Berlin chłodno przyjął rady polskiego byłego prezydenta. - Współpraca polsko-niemiecka jest dziś bardzo bliska i Niemcy nie widzą potrzeby wprowadzania jakichkolwiek zmian. Rząd Republiki Federalnej prowadzi wobec Polski politykę wyciągniętej ręki i tak pozostanie bez względu na to, kto będzie rządził w Polsce - powiedział rzecznik ambasady RFN w Warszawie John Reyels w wywiadzie dla "Dziennika".
BYŁY PREZYDENT ZBIERA CIĘGI ZA WYWIAD DLA "VANITY FAIR"
Słowa Aleksandra Kwaśniewskiego zostały ostro skrytykowane
TVN24Gradem niepochlebnych komentarzy ze strony czołowych polityków posypał się na byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego za wywiad, w którym sugeruje, że Niemcy powinny postępować z Polską ostrzej, jeśli nadchodzące wybory wygra PiS.
- Wypowiedź Kwaśniewskiego świadczy o jego zdradzie - powiedział dziś w "Sygnałach Dnia" szef LPR Roman Giertych. - - Wywiad jest skandaliczny i przypomina mi listy volksdeutschów.
Po wypowiedzi Kwaśniewskiego konsternacja zapanowała także w polskim MSZ. - To jest działanie wbrew państwu polskiemu. Tylko rozłożyć ręce z ubolewaniem - uważa rzecznik ministerstwa Robert Szaniawski.
Dla europosła PiS Wojciecha Roszkowskiego wypowiedź Kwaśniewskiego dałoby się usprawiedliwić, gdyby nasz kraj należał do Trzeciego Świata. - Tam opozycja jest pozbawiona możliwości działania.
Na Zachodzie nie znam byłego przywódcy, który na łamach obcej prasy tak krytykuje własny rząd.
Europoseł Wojciech Roszkowski
Nie mniej oburzony jest Wiesław Chrzanowski. - Nawet w PRL prymas Wyszyński unikał pewnych wypowiedzi za granicą - mówi.
Również Andrzej Olechowski, były szef MSZ, nie znajduje usprawiedliwienia: - Polska została dość poważnie skrzywdzona przez obecny rząd, ale udzielanie innym krajom rad, jak mają z nami postępować, jest niestosowne.
Lechowi Wałęsie trudno jest uwierzyć, że Aleksander Kwaśniewski "coś takiego zrobił". Takie zachowanie jest niedopuszczalne, pokazuje bowiem Europie, że mamy luki i nie wszystko przemyśleliśmy.
Lech Wałęsa w wywiadzie dla "Dziennika"
Wałęsa sądzi jednak, że Niemcy rad Kwaśniewskiego nie posłuchają, bo rozumieją, że polska demokracja musi przez takie stadium przejść. - Ten błąd mógł też wynikać z chytrych pytań dziennikarza - uważa Wałęsa - A prócz tego, Kwaśniewski jest słaby politycznie i nie ma "węchu politycznego" - dodaje.
Także za granicą wypowiedź Kwaśniewskiego budzi zdumienie. - To jest igranie z ogniem. To jakby prezydent uznał, że sytuacja w Polsce jest na tyle katastrofalna, że potrzebna jest pomoc Niemiec - przyznaje Dominique Moisi, do niedawna dyrektor Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
W wywiadzie dla "Vanity Fair" były prezydent określił politykę braci Kaczyńskich wobec Niemiec jako "kurs prowokacji" i "diabelnie zły pomysł". "Gdyby po wyborach Kaczyńscy mieli pozostać u władzy, Niemcy powinny się zastanowić, czy nie zaostrzyć kursu wobec Polski - radzi Kwaśniewski. Zaleca też Berlinowi zredukować swoją "powściągliwość" wobec nas.
Jak zauważa "Dziennik", dotąd żaden z polskich polityków nie posunął się do tego, aby sugerować obcemu państwu zaostrzanie kursu wobec własnego kraju, choć wielu polityków krytykowało już w zagranicznej prasie sytuację w Polsce.
Berlin chłodno przyjął rady polskiego byłego prezydenta. - Współpraca polsko-niemiecka jest dziś bardzo bliska i Niemcy nie widzą potrzeby wprowadzania jakichkolwiek zmian. Rząd Republiki Federalnej prowadzi wobec Polski politykę wyciągniętej ręki i tak pozostanie bez względu na to, kto będzie rządził w Polsce - powiedział rzecznik ambasady RFN w Warszawie John Reyels w wywiadzie dla "Dziennika".
Józef Oleksy w rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym
O Kwaśniewskim i Millerze: skończone żule
G: A wracając do twojego przyjaciela Millera i Kwaśniewskiego, żeby tak razem ocenić. To są takie skończone żule...
O: Teraz odkryłeś?
G: ...i takie chu.. i taka młodzieżówka.
O: I obaj mnie zwalczali w różnych fazach.
G: To nawet dobrze było, że cię zwalczali.
O spotkaniu z Kwaśniewskim w Krynicy: fałszywiec rzuca się na szyję
O: Posadził mnie koło Kwaśniewskiego.
G: To mogłeś się całować z nim.
O: Rzucił się na mnie. A on jest tak kur... bezkrytyczny, że za parę chwil mi się na szyję rzucił. Najpierw mnie wykańcza, a potem się na szyję rzuca, żeby ludzie widzieli. Co za fałszywce (...) Usiedliśmy, nie minęły trzy minuty, a już [Kwaśniewski] o Leszku [Millerze] mówił. Jaki chu..., jaki zawzięty, a jaki nieuczciwy, a jaki cyniczny. (...)
O: Kwaśniewski mnie namówił, żebym był premierem (w latach 90. – red.). Ktoś musiał być. Tu mnie zwiódł totalnie. A okazało się, że on mnie neutralizował. Ch... skończony, oszust i krętacz.
G: Ale siadasz koło niego
O: Z przymusu. Nie mogłem, miejsca były wyznaczone. Co, mam demonstracje robić?
O kapitalizmie politycznym: to robota Kwaśniewskiego
G: (o politykach do Bisztygi – red.) Janek, to wszystko była sitwa polityczna. Jak się o tym myśli, to człowiek nie rozumie, jak oni mogli na to pozwolić? Ileż tu poszło krzywdy ludzkiej.
O: Tak, zgoda. Prawda jest taka, że cały kapitalizm polityczny stworzył Kwaśniewski.
G: I wy wszyscy
O: Nie, to w jego salonie...
G: ...nakupowali wam smokingów. Wyglądaliście jak pingwiny, ku.... w czasie Bożego Narodzenia. Makabra, no.
O: Ja mam swój prywatny smoking.
G: A wracając do twojego przyjaciela Millera i Kwaśniewskiego, żeby tak razem ocenić. To są takie skończone żule...
O: Teraz odkryłeś?
G: ...i takie chu.. i taka młodzieżówka.
O: I obaj mnie zwalczali w różnych fazach.
G: To nawet dobrze było, że cię zwalczali.
O spotkaniu z Kwaśniewskim w Krynicy: fałszywiec rzuca się na szyję
O: Posadził mnie koło Kwaśniewskiego.
G: To mogłeś się całować z nim.
O: Rzucił się na mnie. A on jest tak kur... bezkrytyczny, że za parę chwil mi się na szyję rzucił. Najpierw mnie wykańcza, a potem się na szyję rzuca, żeby ludzie widzieli. Co za fałszywce (...) Usiedliśmy, nie minęły trzy minuty, a już [Kwaśniewski] o Leszku [Millerze] mówił. Jaki chu..., jaki zawzięty, a jaki nieuczciwy, a jaki cyniczny. (...)
O: Kwaśniewski mnie namówił, żebym był premierem (w latach 90. – red.). Ktoś musiał być. Tu mnie zwiódł totalnie. A okazało się, że on mnie neutralizował. Ch... skończony, oszust i krętacz.
G: Ale siadasz koło niego
O: Z przymusu. Nie mogłem, miejsca były wyznaczone. Co, mam demonstracje robić?
O kapitalizmie politycznym: to robota Kwaśniewskiego
G: (o politykach do Bisztygi – red.) Janek, to wszystko była sitwa polityczna. Jak się o tym myśli, to człowiek nie rozumie, jak oni mogli na to pozwolić? Ileż tu poszło krzywdy ludzkiej.
O: Tak, zgoda. Prawda jest taka, że cały kapitalizm polityczny stworzył Kwaśniewski.
G: I wy wszyscy
O: Nie, to w jego salonie...
G: ...nakupowali wam smokingów. Wyglądaliście jak pingwiny, ku.... w czasie Bożego Narodzenia. Makabra, no.
O: Ja mam swój prywatny smoking.
Kwaśniewski ma kłopoty
Kwaśniewski ma kłopoty
Po śledztwie w sprawie nieprawidłowości finansowych w Komitecie ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej, do jakich miało dojść w okresie, kiedy kierował nim Aleksander Kwaśniewski, były prezydent może mieć kolejne problemy z prawem. Z Pałacu Prezydenckiego zaginęła bowiem tzw. księga wejść i wyjść z 1997 r., w której być może odnotowano wizyty poszukiwanego listem gończym Edwarda Mazura.
O sprawie zaginięcia "księgi wejść i wyjść" z Pałacu Prezydenckiego z 1997 r. napisało wczoraj "Życie Warszawy". Według gazety, zaginiona księga mogła zawierać informacje o wizytach u prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego biznesmena Edwarda Mazura poszukiwanego obecnie listem gończym za nakłanianie do zabójstwa gen. Marka Papały. W tamtym okresie gośćmi pałacu mieli być również: Andrzej Kuna, Aleksander Żagiel czy skazany za morderstwo i ułaskawiony przez prezydenta Kwaśniewskiego - Aleksander Vogel. Materiały zawarte w tej księdze mogłyby wyjaśnić cele wizyt tych osób u głowy państwa lub jego małżonki.
"Życie Warszawy" poinformowało, że prokuratura zamierza przeprowadzić w tej sprawie śledztwo, które ma wyjaśnić, czy w związku z zaginięciem księgi doszło do popełnienia przestępstwa. Tymczasem - jak się dowiedział "Nasz Dziennik" - decyzja w sprawie ewentualnego wszczęcia postępowania jeszcze nie zapadła.
- Czytałam ten artykuł, ale nie mogę powiedzieć, że jakieś śledztwo w tej sprawie jest czy będzie prowadzone. Decyzja zapadnie mniej więcej za tydzień - powiedziała nam prokurator Julita Sobczak, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.
W tym czasie prokuratura będzie chciała sprawdzić, czy rzeczywiście "księga wejść i wyjść" z Pałacu Prezydenckiego zaginęła. Prokuratorzy prowadzący jedno ze śledztw w innej sprawie zwracali się bowiem o udostępnienie księgi wymiarowi sprawiedliwości. W przypadku gdy zaginięcie "księgi wejść i wyjść" z Pałacu Prezydenckiego z 1997 r. okaże się faktem, wówczas w grę wchodzić może celowe "zacieranie śladów" i próba utrudnienia dochodzenia.
- Jeżeli potwierdzi się fakt zaginięcia księgi, wówczas zostanie wszczęte postępowanie, które będzie miało na celu wyjaśnienie, czy doszło do popełnienia przestępstwa - tłumaczy Janusz Kaczmarek, prokurator krajowy.
Wojciech Wybranowski
Po śledztwie w sprawie nieprawidłowości finansowych w Komitecie ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej, do jakich miało dojść w okresie, kiedy kierował nim Aleksander Kwaśniewski, były prezydent może mieć kolejne problemy z prawem. Z Pałacu Prezydenckiego zaginęła bowiem tzw. księga wejść i wyjść z 1997 r., w której być może odnotowano wizyty poszukiwanego listem gończym Edwarda Mazura.
O sprawie zaginięcia "księgi wejść i wyjść" z Pałacu Prezydenckiego z 1997 r. napisało wczoraj "Życie Warszawy". Według gazety, zaginiona księga mogła zawierać informacje o wizytach u prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego biznesmena Edwarda Mazura poszukiwanego obecnie listem gończym za nakłanianie do zabójstwa gen. Marka Papały. W tamtym okresie gośćmi pałacu mieli być również: Andrzej Kuna, Aleksander Żagiel czy skazany za morderstwo i ułaskawiony przez prezydenta Kwaśniewskiego - Aleksander Vogel. Materiały zawarte w tej księdze mogłyby wyjaśnić cele wizyt tych osób u głowy państwa lub jego małżonki.
"Życie Warszawy" poinformowało, że prokuratura zamierza przeprowadzić w tej sprawie śledztwo, które ma wyjaśnić, czy w związku z zaginięciem księgi doszło do popełnienia przestępstwa. Tymczasem - jak się dowiedział "Nasz Dziennik" - decyzja w sprawie ewentualnego wszczęcia postępowania jeszcze nie zapadła.
- Czytałam ten artykuł, ale nie mogę powiedzieć, że jakieś śledztwo w tej sprawie jest czy będzie prowadzone. Decyzja zapadnie mniej więcej za tydzień - powiedziała nam prokurator Julita Sobczak, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.
W tym czasie prokuratura będzie chciała sprawdzić, czy rzeczywiście "księga wejść i wyjść" z Pałacu Prezydenckiego zaginęła. Prokuratorzy prowadzący jedno ze śledztw w innej sprawie zwracali się bowiem o udostępnienie księgi wymiarowi sprawiedliwości. W przypadku gdy zaginięcie "księgi wejść i wyjść" z Pałacu Prezydenckiego z 1997 r. okaże się faktem, wówczas w grę wchodzić może celowe "zacieranie śladów" i próba utrudnienia dochodzenia.
- Jeżeli potwierdzi się fakt zaginięcia księgi, wówczas zostanie wszczęte postępowanie, które będzie miało na celu wyjaśnienie, czy doszło do popełnienia przestępstwa - tłumaczy Janusz Kaczmarek, prokurator krajowy.
Wojciech Wybranowski
Sunday, September 2, 2007
Former President Kwasniewaski nie broni Polski i Polakow.
Former President Kwasniewaski nie broni Polski i Polakow.
Equally outrageous have been other recent attempts to shove the chunks of the past down a memory hole. For example, the neocon New York Post noted yesterday that it was high time Polish President Kwazniewski "beg forgiveness," as he just did, for Polish contributions to the Holocaust. Apparently Poles mistakenly viewed Auschwitz as a "place of Polish martyrdom" "and Polish schoolchildren were taught erroneously that a million Poles perished there too." Poles even now remain in denial about their critical role in the murder of European Jewry, for which the assaults on Jews in the Eastern Polish town of Jedwabne (by the Polish anti-German Home Front) is cited as proof. Unfortunately the apology offered by the clueless Kwazniewski did nothing to clarify a clouded event. According to historian Norman Davies, the event being lamented involved a shoot-out between Polish resistance forces and the Soviet secret police, members of which were then harbored by Polish Jewish collaborators. While no one is denying the presence of Polish anti-Semitism, which seems to linger on together with equally bitter anti-Polish Jewish feelings, the Poles and the Jews were both victims of Nazi persecution. The Polish underground, which included rightwing nationalists who clearly disliked Jews, fought the German invaders furiously, suffered hideous losses, including the destruction of Warsaw, and, yes, lost members in Auschwitz. Poles, including my late mother-in-law, saved over 40,000 Jews from the Nazis, although the punishment for being discovered was death. Treating this brutalized people as collaborators in the Holocaust is not misguided but utterly obscene, except in the world inhabited by liberals and neocons.
What is exceptional about this passage is that Professor Gottfried actually makes use of facts to clarify history.
Here are a few more facts about the Poles, the Commie socialists and the National Socialists.
It was not Ronald Reagan who ended history’s most murderous political regime, Stalinism. That’s just a bunch of propaganda from the men Reagan made wealthy and powerful by building up his war machine. No, as predicted by a Polish-speaking Austrian Jew who grew up in heavily Polish Silesia – Ludwig von Mises – communism was doomed by its own contradictions; its inner rot. That inner collapse started in Poland, inspired by a man named Karol Józef Wojtyla and carried out by Lech Walesa and crew. The Poles always knew what a joke communism was: "They pretend to pay us and we pretend to work." – they would say.
In actuality, the Poles had been fighting the Bolsheviks almost from the beginning, paying a huge price for it, and getting very little credit for it. (Why?) It starts with the defeat of the invaders in 1920. Then, Soviet Poles suffered severely in the paranoid purges and brutal and stupid collectivization of farms in the 1920’s and 1930’s. Andrzej Paczkowski, in his essay "Poland, the ‘Enemy Nation’," published in the monumental expose, The Black Book of Communism (ed. Stephane Courtois, Harvard University Press, 1999), writes:
"in Ukraine, Polish resistance was fierce and had to be broken by force. According to approximate figures at the time, the population of the regions inhabited by Poles fell by around 25 percent in 1933 alone." [365]
In 1937, the NKVD (secret police), issued a special order targeting Poles for harassment, detention and extermination. [366] At least 134,000 Poles were imprisoned and at least 54,000 were shot. [367]
Paczkowski sums up the impact of the operation:
"The Poles account for some 10 percent of the total number of victims of the Great Purge, and for around 40 percent of the victims of purges against national minorities. The figures are, if anything, understated, since thousands of Poles were deported from Ukraine and Belorussia for reasons unconnected with the ‘Polish Operation.’ It was not only the Polish Communist suites and offices at the Hotel Lux that were emptied, but whole Polish villages and kolkhozy as well." [367]
On August 23, 1939, Germany and the Soviet Union signed a secret agreement to carve up Poland. [367] The Russians attacked Poland on September 17, 1939, following German troops by 17 days. According to Paczkowski, the Soviet socialists set about to wipe out the remnants of the Polish army fleeing east away from the National Socialists. Many Polish POWs were turned into slave laborers. They were the lucky ones. The Bolsheviks murdered at least 14,587 Polish Army Officers in 1940 at Katyn, Kharkiv and Kalinin. They were shot in the neck and buried in mass graves. Sound familiar? Then, the Bolsheviks compounded their crime by blaming the Nazis. The Soviets knew how stupid Western intellectuals, reporters and politicians were. They thought they could get away with this lie and they did get away with it for many years. The U.S. government helped. Thank you.
After the war, of course, the Soviets would take credit for "liberating Poland." This was another lie, and a bold one given the Soviets’ twenty-five year war against Poles. When one slave master takes the place of another, the slaves have not been liberated!
Another little known fact is the fate of Poles who fled eastward to escape the Nazis. Were they liberated? Only if you consider being imprisoned as liberating you from the cares of daily life. At least 145,000 Poles were imprisoned and seven thousand were shot. [370] The Soviets also deported 60,000 Poles to Kazakhstan in horrible conditions. And they deported many Poles and Polish Jews back to the German sector with predictable results. [372]
Pazckowski sums up the Soviets’ first "liberation" of Poland:
"During the two years of Soviet rule in the eastern half of Poland, approximately 1 million people (ten percent of the population) were directly affected by Soviet repression in one form or another: execution, prison, the camps, deportation or forced labor. No fewer than 30,000 people were shot, and another 90,000 to 100,000 died in camps or en route in railway convoys." [372]
The Bolsheviks’ next treachery against the Poles was their refusal to assist the Polish Home Army in 1944. They waited across the river while the Nazis slaughtered poorly equipped Polish troops and civilians. They went even further and imprisoned Polish troops. Just as the Nazis sacrificed their military goals to kill Jews, the Soviets placed a higher priority on fighting Poles than fighting Germans. Hmmm. The truth is, Stalin never forgave the Poles for kicking his ass in the early 1920’s. [p. 364]
After Germany’s defeat, and due to the Soviets’ war on the Polish army, the Soviets controlled Poland. After "liberating" Poland, they were nice enough to keep 178,000 square kilometers for themselves, forcing the Poles out. The Soviets controlled what was left of Poland for the next 45 years. Typically, the Poles never passively accepted this tyranny. I was surprised to learn that the Poles fought the Bolshevik invaders until the early 1950s. The fighting was "bloody and brutal." [376] We hear about Hungary in 1956 and Czechoslovakia in 1968, but nothing about the Poles’ earlier efforts. What else is new?
After the Polish underground was wiped out, "The Catholic Church was the principal independent institution that remained." [382] The Soviets imprisoned priests and bishops and even Cardinal Wyszynski. [382] I will skip over the more recent and familiar history of Polish resistance to Soviet tyranny and conclude this particular discussion by noting that the Poles were on to the scam, sham and flimflam of communism early and often, long before the West or Western intellectuals, some of whom are still clueless. All in all: a pretty good record for which they have of course been given little recognition.
Speaking of World War II, let’s talk about who did the fighting on the ground. Who was that war’s greatest American soldier? Audie Murphy right? You know, the guy who became a movie star. Not! No, it was a Polish guy from Buffalo, you know, what’s his name? What, no movie deal for Matt Urban? What’s up with that? What did Matt do?
"Urban landed with the first American troops in Africa, leading his battalion in capturing Hill #409 in the Sedjanne Valley. He then single-handedly destroyed one of Rommel's two largest radio transmitters in the world. Urban commanded his troops in six major campaigns in Africa and Europe, receiving his seventh Purple Heart after being shot through the throat in Belgium. He led the 3rd Army breakout from the hedgerows of France and subsequently was nominated for the Congressional Medal of Honor." (Robert W. Boven, Most Decorated Solider in World War II (2000)).
Many other Polish-Americans fought bravely in that war. My father, Judge William J. Ostrowski, graduated from St. Joseph’s Collegiate Institute early to enlist in the Army. They made him a grunt on the ground with a gun. No problem. He and his young colleagues fought crack German troops in the Vosges Mountains in pitched battles and whipped ’em. What thanks did he get? His Army buddies and his regiment’s own yearbook say he won the Silver Star for almost single-handedly holding off a German advance. We’re still waiting for that one, 60 years later. Naturally, my father doesn’t care. Oh well, it took them thirty-five years to give Matt Urban his Medal of Honor. He didn’t care either. He knew he had been nominated for the Medal of Honor but never picked up the phone in thirty-five years.
But wasn’t the Polish Army some kind of a joke? We have all heard that. They laid down their pitchforks and let the Nazis slaughter Polish Jews, right? After being attacked by Germany in 1939, Poland was defeated in thirty-six days while "allies" France and Britain did nothing to help. France, a larger nation with a much larger army, lasted about forty days. Unlike Poland, France did not have to contend with a simultaneous attack from Russia. That’s right, that dunderhead FDR’s new best friend, "Uncle Joe" Stalin attacked Poland after making a secret deal with Hitler to carve up the country. Also, France had help from Great Britain; all Poland got was propaganda leaflets.
Even after being defeated, the Poles heroically rose up and fought the Nazis again and again and again and again. Polish pilots who escaped to England shot down twelve percent of German planes shot down in the Battle of Britain. The Poles were there on D-Day. Poles fought heroically in the battle of Monte Cassino. In 1943, Polish Jews in the Warsaw Ghetto, short of firearms, revolted against the Nazis in a near suicidal campaign in which virtually all were killed. In 1944, 55,000 Poles died in yet another uprising in Warsaw against the Nazis that lasted 66 days, while Stalin’s troops watched. Six million Poles – including three million Jews – died during the war, including half a million soldiers.
Polish mathematicians and the Polish underground helped break the Nazi military code – "Enigma." (By the way, why do we hear so much about the French underground, a much smaller operation? Hint: Communists were prominent in the Resistance, but the Polish underground was only three percent red.) The British took much of the credit for the Poles’ labors. Oh well. What else is new? At least the Brits fought to free Poland. But that too was a disappointment as that legend in his own mind Churchill and his dupe Roosevelt sold Poland out to the devilish mass murderer Stalin. That’s right. Stalin, who along with his erstwhile buddy Hitler, started the war by invading Poland, ends up with Poland after, with FDR’s and Winston’s help. Talk about dumb! And it’s not that the West didn’t know what a bastard Stalin was.
Unfortunately, in spite of the Poles’ best efforts to defend their country, mass-murdering atheistic and maniacal regimes – Nazis from the west and Bolsheviks from the east, carved up their country and killed millions with special emphasis on killing Jews. Over time, however, some have confused Poland as the site of the holocaust with Poles as the cause of the holocaust. As historian Neal Pease writes, there is a "widespread belief that the Poles were at least spiritually complicit in the Holocaust." Whatever that means.
What can be said about such views other than that they are a rank historical obscenity? The Poles have been the victims of a historical distortion or inversion. The very reason why the holocaust was focused in Poland was because it had the largest Jewish population in Europe. Over hundreds of years, Jews weighed their options in a hostile world and decided that they were treated better in Poland than in other countries.
About the fate of Poland during and after World War II, we can only say, "Poland got screwed again. What else is new?" Poland did more to fight the Nazis than France did. France gets freedom and a seat on the Security Council. Poland becomes a colony of modern history’s most brutal regime, and, Lenin’s student Hitler being dead, is left with the stigma of a holocaust imposed on it by the largest armies in Europe while the rest of the world slept. When the bullets stopped flying, the timorous critics came out of their bunkers to slam the Poles. Where were you when they needed you?
What have the Poles done to deserve the continual snubs and the subtle and unacknowledged stigma against them? The Poles were magnanimous enough to inform the human race of their location in the universe and they saved Western Civilization lots of times. Not bad for a small, "backward" nation.
No country fought the Nazis and the Bolsheviks – "the culture of death" – more ferociously or courageously. They are the only country I know of that had to fight both at once. Alas, it seems that no good deed – or Pole – goes unpunished.
January 31, 2005
Equally outrageous have been other recent attempts to shove the chunks of the past down a memory hole. For example, the neocon New York Post noted yesterday that it was high time Polish President Kwazniewski "beg forgiveness," as he just did, for Polish contributions to the Holocaust. Apparently Poles mistakenly viewed Auschwitz as a "place of Polish martyrdom" "and Polish schoolchildren were taught erroneously that a million Poles perished there too." Poles even now remain in denial about their critical role in the murder of European Jewry, for which the assaults on Jews in the Eastern Polish town of Jedwabne (by the Polish anti-German Home Front) is cited as proof. Unfortunately the apology offered by the clueless Kwazniewski did nothing to clarify a clouded event. According to historian Norman Davies, the event being lamented involved a shoot-out between Polish resistance forces and the Soviet secret police, members of which were then harbored by Polish Jewish collaborators. While no one is denying the presence of Polish anti-Semitism, which seems to linger on together with equally bitter anti-Polish Jewish feelings, the Poles and the Jews were both victims of Nazi persecution. The Polish underground, which included rightwing nationalists who clearly disliked Jews, fought the German invaders furiously, suffered hideous losses, including the destruction of Warsaw, and, yes, lost members in Auschwitz. Poles, including my late mother-in-law, saved over 40,000 Jews from the Nazis, although the punishment for being discovered was death. Treating this brutalized people as collaborators in the Holocaust is not misguided but utterly obscene, except in the world inhabited by liberals and neocons.
What is exceptional about this passage is that Professor Gottfried actually makes use of facts to clarify history.
Here are a few more facts about the Poles, the Commie socialists and the National Socialists.
It was not Ronald Reagan who ended history’s most murderous political regime, Stalinism. That’s just a bunch of propaganda from the men Reagan made wealthy and powerful by building up his war machine. No, as predicted by a Polish-speaking Austrian Jew who grew up in heavily Polish Silesia – Ludwig von Mises – communism was doomed by its own contradictions; its inner rot. That inner collapse started in Poland, inspired by a man named Karol Józef Wojtyla and carried out by Lech Walesa and crew. The Poles always knew what a joke communism was: "They pretend to pay us and we pretend to work." – they would say.
In actuality, the Poles had been fighting the Bolsheviks almost from the beginning, paying a huge price for it, and getting very little credit for it. (Why?) It starts with the defeat of the invaders in 1920. Then, Soviet Poles suffered severely in the paranoid purges and brutal and stupid collectivization of farms in the 1920’s and 1930’s. Andrzej Paczkowski, in his essay "Poland, the ‘Enemy Nation’," published in the monumental expose, The Black Book of Communism (ed. Stephane Courtois, Harvard University Press, 1999), writes:
"in Ukraine, Polish resistance was fierce and had to be broken by force. According to approximate figures at the time, the population of the regions inhabited by Poles fell by around 25 percent in 1933 alone." [365]
In 1937, the NKVD (secret police), issued a special order targeting Poles for harassment, detention and extermination. [366] At least 134,000 Poles were imprisoned and at least 54,000 were shot. [367]
Paczkowski sums up the impact of the operation:
"The Poles account for some 10 percent of the total number of victims of the Great Purge, and for around 40 percent of the victims of purges against national minorities. The figures are, if anything, understated, since thousands of Poles were deported from Ukraine and Belorussia for reasons unconnected with the ‘Polish Operation.’ It was not only the Polish Communist suites and offices at the Hotel Lux that were emptied, but whole Polish villages and kolkhozy as well." [367]
On August 23, 1939, Germany and the Soviet Union signed a secret agreement to carve up Poland. [367] The Russians attacked Poland on September 17, 1939, following German troops by 17 days. According to Paczkowski, the Soviet socialists set about to wipe out the remnants of the Polish army fleeing east away from the National Socialists. Many Polish POWs were turned into slave laborers. They were the lucky ones. The Bolsheviks murdered at least 14,587 Polish Army Officers in 1940 at Katyn, Kharkiv and Kalinin. They were shot in the neck and buried in mass graves. Sound familiar? Then, the Bolsheviks compounded their crime by blaming the Nazis. The Soviets knew how stupid Western intellectuals, reporters and politicians were. They thought they could get away with this lie and they did get away with it for many years. The U.S. government helped. Thank you.
After the war, of course, the Soviets would take credit for "liberating Poland." This was another lie, and a bold one given the Soviets’ twenty-five year war against Poles. When one slave master takes the place of another, the slaves have not been liberated!
Another little known fact is the fate of Poles who fled eastward to escape the Nazis. Were they liberated? Only if you consider being imprisoned as liberating you from the cares of daily life. At least 145,000 Poles were imprisoned and seven thousand were shot. [370] The Soviets also deported 60,000 Poles to Kazakhstan in horrible conditions. And they deported many Poles and Polish Jews back to the German sector with predictable results. [372]
Pazckowski sums up the Soviets’ first "liberation" of Poland:
"During the two years of Soviet rule in the eastern half of Poland, approximately 1 million people (ten percent of the population) were directly affected by Soviet repression in one form or another: execution, prison, the camps, deportation or forced labor. No fewer than 30,000 people were shot, and another 90,000 to 100,000 died in camps or en route in railway convoys." [372]
The Bolsheviks’ next treachery against the Poles was their refusal to assist the Polish Home Army in 1944. They waited across the river while the Nazis slaughtered poorly equipped Polish troops and civilians. They went even further and imprisoned Polish troops. Just as the Nazis sacrificed their military goals to kill Jews, the Soviets placed a higher priority on fighting Poles than fighting Germans. Hmmm. The truth is, Stalin never forgave the Poles for kicking his ass in the early 1920’s. [p. 364]
After Germany’s defeat, and due to the Soviets’ war on the Polish army, the Soviets controlled Poland. After "liberating" Poland, they were nice enough to keep 178,000 square kilometers for themselves, forcing the Poles out. The Soviets controlled what was left of Poland for the next 45 years. Typically, the Poles never passively accepted this tyranny. I was surprised to learn that the Poles fought the Bolshevik invaders until the early 1950s. The fighting was "bloody and brutal." [376] We hear about Hungary in 1956 and Czechoslovakia in 1968, but nothing about the Poles’ earlier efforts. What else is new?
After the Polish underground was wiped out, "The Catholic Church was the principal independent institution that remained." [382] The Soviets imprisoned priests and bishops and even Cardinal Wyszynski. [382] I will skip over the more recent and familiar history of Polish resistance to Soviet tyranny and conclude this particular discussion by noting that the Poles were on to the scam, sham and flimflam of communism early and often, long before the West or Western intellectuals, some of whom are still clueless. All in all: a pretty good record for which they have of course been given little recognition.
Speaking of World War II, let’s talk about who did the fighting on the ground. Who was that war’s greatest American soldier? Audie Murphy right? You know, the guy who became a movie star. Not! No, it was a Polish guy from Buffalo, you know, what’s his name? What, no movie deal for Matt Urban? What’s up with that? What did Matt do?
"Urban landed with the first American troops in Africa, leading his battalion in capturing Hill #409 in the Sedjanne Valley. He then single-handedly destroyed one of Rommel's two largest radio transmitters in the world. Urban commanded his troops in six major campaigns in Africa and Europe, receiving his seventh Purple Heart after being shot through the throat in Belgium. He led the 3rd Army breakout from the hedgerows of France and subsequently was nominated for the Congressional Medal of Honor." (Robert W. Boven, Most Decorated Solider in World War II (2000)).
Many other Polish-Americans fought bravely in that war. My father, Judge William J. Ostrowski, graduated from St. Joseph’s Collegiate Institute early to enlist in the Army. They made him a grunt on the ground with a gun. No problem. He and his young colleagues fought crack German troops in the Vosges Mountains in pitched battles and whipped ’em. What thanks did he get? His Army buddies and his regiment’s own yearbook say he won the Silver Star for almost single-handedly holding off a German advance. We’re still waiting for that one, 60 years later. Naturally, my father doesn’t care. Oh well, it took them thirty-five years to give Matt Urban his Medal of Honor. He didn’t care either. He knew he had been nominated for the Medal of Honor but never picked up the phone in thirty-five years.
But wasn’t the Polish Army some kind of a joke? We have all heard that. They laid down their pitchforks and let the Nazis slaughter Polish Jews, right? After being attacked by Germany in 1939, Poland was defeated in thirty-six days while "allies" France and Britain did nothing to help. France, a larger nation with a much larger army, lasted about forty days. Unlike Poland, France did not have to contend with a simultaneous attack from Russia. That’s right, that dunderhead FDR’s new best friend, "Uncle Joe" Stalin attacked Poland after making a secret deal with Hitler to carve up the country. Also, France had help from Great Britain; all Poland got was propaganda leaflets.
Even after being defeated, the Poles heroically rose up and fought the Nazis again and again and again and again. Polish pilots who escaped to England shot down twelve percent of German planes shot down in the Battle of Britain. The Poles were there on D-Day. Poles fought heroically in the battle of Monte Cassino. In 1943, Polish Jews in the Warsaw Ghetto, short of firearms, revolted against the Nazis in a near suicidal campaign in which virtually all were killed. In 1944, 55,000 Poles died in yet another uprising in Warsaw against the Nazis that lasted 66 days, while Stalin’s troops watched. Six million Poles – including three million Jews – died during the war, including half a million soldiers.
Polish mathematicians and the Polish underground helped break the Nazi military code – "Enigma." (By the way, why do we hear so much about the French underground, a much smaller operation? Hint: Communists were prominent in the Resistance, but the Polish underground was only three percent red.) The British took much of the credit for the Poles’ labors. Oh well. What else is new? At least the Brits fought to free Poland. But that too was a disappointment as that legend in his own mind Churchill and his dupe Roosevelt sold Poland out to the devilish mass murderer Stalin. That’s right. Stalin, who along with his erstwhile buddy Hitler, started the war by invading Poland, ends up with Poland after, with FDR’s and Winston’s help. Talk about dumb! And it’s not that the West didn’t know what a bastard Stalin was.
Unfortunately, in spite of the Poles’ best efforts to defend their country, mass-murdering atheistic and maniacal regimes – Nazis from the west and Bolsheviks from the east, carved up their country and killed millions with special emphasis on killing Jews. Over time, however, some have confused Poland as the site of the holocaust with Poles as the cause of the holocaust. As historian Neal Pease writes, there is a "widespread belief that the Poles were at least spiritually complicit in the Holocaust." Whatever that means.
What can be said about such views other than that they are a rank historical obscenity? The Poles have been the victims of a historical distortion or inversion. The very reason why the holocaust was focused in Poland was because it had the largest Jewish population in Europe. Over hundreds of years, Jews weighed their options in a hostile world and decided that they were treated better in Poland than in other countries.
About the fate of Poland during and after World War II, we can only say, "Poland got screwed again. What else is new?" Poland did more to fight the Nazis than France did. France gets freedom and a seat on the Security Council. Poland becomes a colony of modern history’s most brutal regime, and, Lenin’s student Hitler being dead, is left with the stigma of a holocaust imposed on it by the largest armies in Europe while the rest of the world slept. When the bullets stopped flying, the timorous critics came out of their bunkers to slam the Poles. Where were you when they needed you?
What have the Poles done to deserve the continual snubs and the subtle and unacknowledged stigma against them? The Poles were magnanimous enough to inform the human race of their location in the universe and they saved Western Civilization lots of times. Not bad for a small, "backward" nation.
No country fought the Nazis and the Bolsheviks – "the culture of death" – more ferociously or courageously. They are the only country I know of that had to fight both at once. Alas, it seems that no good deed – or Pole – goes unpunished.
January 31, 2005
Subscribe to:
Comments (Atom)